Są już w domach i planują odpocząć, ale o tygodniu spędzonym na misji po trzęsieniu ziemi w Turcji trudno będzie im zapomnieć. Sądeccy strażacy ze Specjalistycznej Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej przez tydzień ratowali uwięzionych pod gruzami budynków w Besni. Wspólnie z pozostałymi ratownikami z polskiej grupy Husar udało się ocalić życie 12 osób
Posłuchaj materiału Krystyny Pasek
Sądeccy strażacy nie mają wątpliwości, że to była jedna z najtrudniejszych misji w historii Specjalistycznej Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej „Nowy Sącz”. Nigdy dotąd nie udało się też uratować tylu osób. Było to możliwe, bo nasz wyjazd nastąpił bardzo szybko – tłumaczy Sławomir Wojta, z-ca dowódcy operacyjnego – "byliśmy pierwszą grupą ratowniczą w tej miejscowości"
Ratownicy pracowali w bardzo trudnych warunkach. Wydobycie jednej osoby spod gruzów zajmowało nawet kilkanaście godzin. Akcje ratownicze utrudniały też niska temperatura i silny wiatr. Był to ekstremalny wysiłek fizyczny i psychiczny: "żeby dostać się do poszkodowanej osoby, trzeba było wchodzić w ciasne przestrzenie, stabilizować je, czołgać się, dlatego trwało to tak długo, a zdarzały się wstrząsy wtórne"
Działania odbywały się pod presją czasu i na oczach mieszkańców, którzy prosili o poszukiwanie bliskich osób – opisuje Stanisław Witkowski, uczestniczący w działaniach rozpoznawczych:"pod zawalonym budynkiem jest czyjaś żona, matka, dziecko a my musimy podjąć decyzje gdzie i jak działać. Czy uratować jedną osobę, do której dotarcie będzie trwać wiele godzin, czy kilka, które są blisko. To trudne decyzje"
Bardzo ważną rolę w misji pełniło 8 psów, które wskazywały miejsca, gdzie pod gruzami znajdują się żywi ludzie. Takie informacje pomagały zarówno ratownikom jak mieszkańcom, którzy sami prowadzili poszukiwania bliskich – mówi Bartłomiej Waligóra, przewodnik psa Jaggera, który znalazł aż 6 ludzi
Lekarz Mariusz Chomoncik udzielał pomocy medycznej osobom, które uwolniono spod gruzów. Zakres obrażeń zależał od wielu czynników: "jeśli dotarcie do kogoś trwało kilkanaście godzin, to trzeba było podawać środki przeciwbólowe, dbać o komfort termiczny, przetaczać płyny.
Chociaż udało się ocalić 12 osób, sądeccy ratownicy nie czują się bohaterami. Jak mówią, robili swoją robotę, a dziś najbardziej potrzebują odpocząć i pobyć z bliskimi. Każdy marzył o ciepłym łóżku, prysznicu i kawie...