Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Polscy strażacy nie mogą zapomnieć o rozmiarze tragedii po trzęsieniu ziemi w Turcji

Są już w domach i planują odpocząć, ale o tygodniu spędzonym na misji po trzęsieniu ziemi w Turcji trudno będzie im zapomnieć. Sądeccy strażacy ze Specjalistycznej Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej przez tydzień ratowali uwięzionych pod gruzami budynków w Besni. Wspólnie z pozostałymi ratownikami z polskiej grupy Husar udało się ocalić życie 12 osób

Polscy strażacy nie mogą zapomnieć o rozmiarze tragedii po trzęsieniu ziemi w Turcji
fot: PAP/Andrzej Lange

Posłuchaj materiału Krystyny Pasek

Sądeccy strażacy nie mają wątpliwości, że to była jedna z najtrudniejszych misji w historii Specjalistycznej Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej „Nowy Sącz”.  Nigdy dotąd nie udało się też uratować tylu osób. Było to możliwe, bo nasz wyjazd nastąpił bardzo szybko – tłumaczy Sławomir Wojta, z-ca dowódcy operacyjnego – "byliśmy pierwszą grupą ratowniczą w tej miejscowości"

Ratownicy pracowali w bardzo trudnych warunkach. Wydobycie jednej osoby spod gruzów zajmowało nawet kilkanaście godzin. Akcje ratownicze utrudniały też niska temperatura i silny wiatr. Był to ekstremalny wysiłek fizyczny i psychiczny: "żeby dostać się do poszkodowanej osoby, trzeba było wchodzić w ciasne przestrzenie, stabilizować je, czołgać się, dlatego trwało to tak długo, a zdarzały się wstrząsy wtórne"

Działania odbywały się pod presją czasu i na oczach mieszkańców, którzy prosili o poszukiwanie bliskich osób – opisuje Stanisław Witkowski, uczestniczący w działaniach rozpoznawczych:"pod zawalonym budynkiem jest czyjaś żona, matka, dziecko a my musimy podjąć decyzje gdzie i jak działać. Czy uratować jedną osobę, do której dotarcie będzie trwać wiele godzin, czy kilka, które są blisko. To trudne decyzje"

Bardzo ważną rolę w misji pełniło 8 psów, które wskazywały miejsca, gdzie pod gruzami znajdują się żywi ludzie. Takie informacje pomagały zarówno ratownikom jak mieszkańcom, którzy sami prowadzili poszukiwania bliskich – mówi Bartłomiej Waligóra, przewodnik psa Jaggera, który znalazł aż 6 ludzi

Lekarz Mariusz Chomoncik udzielał pomocy medycznej osobom, które uwolniono spod gruzów. Zakres obrażeń zależał od wielu czynników: "jeśli dotarcie do kogoś trwało kilkanaście godzin, to trzeba było podawać środki przeciwbólowe, dbać o komfort termiczny, przetaczać płyny.

Chociaż udało się ocalić 12 osób, sądeccy ratownicy nie czują się bohaterami. Jak mówią, robili swoją robotę, a  dziś najbardziej potrzebują  odpocząć i pobyć z bliskimi. Każdy marzył o ciepłym łóżku, prysznicu i kawie...

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam pismo od prezydenta Gibały"

  • 20-letni sołtys Cikowic chce głosować za własnym odwołaniem. W tle konflikt z proboszczem

  • Bruk-Bet Termalica melduje się w 1/8 finału Pucharu Polski

  • Groźny wypadek na rynku w Nowym Sączu. BMW wjechało na chodnik i potrąciło pieszego