Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Po koncercie w Nowym Sączu zawrzało w sieci

Setki komentarzy i gorącą dyskusję w internecie wywołał koncert grupy Kraków Street Band w Nowym Sączu. Nie mówią one jednak o tym, jak miło jest obcować z muzyką tylko o tym, jak czasem niemiło jest negocjować wynagrodzenie muzyków.

Po koncercie w Nowym Sączu zawrzało w sieci
Kraków Street Band na Letniej scenie Radia Kraków. Fot. Damian Radziak

Setki komentarzy i gorącą dyskusję w internecie wywołał koncert grupy Kraków Street Band w Nowym Sączu. Komentujący nie pisali jednak o muzyce, lecz o kulisach negocjowania wynagrodzenia dla muzyków.

Opis okoliczności występu w Nowym Sączu zespół Kraków Street Band opublikował w internecie w środę, 20 maja. Wpis poruszył setki osób. W komentarzach dominuje opinia, że słowo „kultura” w nazwach wielu instytucji niewiele znaczy.

Sprawa zaczęła się od standardowych ustaleń. Zespół miał przyjechać do miasta na koncert, zawrzeć umowę z lokalnym ośrodkiem kultury i ustalić zasady wynagrodzenia.

My sami proponowaliśmy pani dyrektor dwie opcje: albo gramy za bilety, albo za gażę. Pani sama wybrała, że gramy za gażę, więc teoretycznie mnie nic nie powinno interesować, nawet jeśli przyjdzie jedna osoba

– relacjonuje lider zespołu Kraków Street Band Łukasz Wiśniewski.

Jak mówi, później sytuacja zaczęła się komplikować.

Dostałem parę dni przed koncertem telefon bodajże od pani księgowej, że mało biletów się sprzedało i że oni muszą nam ten koncert odwołać, że albo zagramy za te pół gaży, albo oni nam zerwą ten kontrakt. Pani stwierdziła, że ona ma jakąś furtkę wyjścia z tego kontraktu

– dodaje Wiśniewski.

Muzycy przyznają, że choć czuli presję, zgodzili się na nowe warunki. Po przyjeździe do Nowego Sącza okazało się jednak, że nie będą grali na niemal pustej sali. „Okazało się, że prawie cała sala jest sprzedana” – mówi Łukasz Wiśniewski.

Kiedy członkowie zespołu zwrócili się o wyjaśnienia, mieli usłyszeć, że organizator, chcąc zadbać o atmosferę i uniknąć pustej widowni, sprzedawał bilety taniej, a część osób zaprosił za darmo. Od kasjerki zespół miał się jednak dowiedzieć, że suma wpływów sugeruje sprzedaż około 150 biletów.

Poprosiliśmy o to, żeby wrócić do poprzednich warunków, bo ten aneks ma się nijak do rzeczywistości, ale już nie dostaliśmy takiej zgody i powiedziano nam tuż przed samym koncertem, że albo gramy za kwotę z aneksu, albo odwołujemy koncert. Jeden człowiek sugerował, że obciążą nas kosztami zerwania tej umowy

– twierdzi lider Kraków Street Band.

Zespół zdecydował się wystąpić i koncert się odbył. Jak relacjonuje Wiśniewski, po występie doszło jeszcze do rozmowy z osobą prowadzącą koncert.

Na koniec pani, która prowadziła koncert, jeszcze podeszła do nas. „No i co panowie, po co te nerwy były potrzebne? Fajnie było”. A ja mówię: „no fajniej by było, gdybyśmy zostali normalnie wynagrodzeni, a nie okradzeni z połowy gaży”. A pani mówi: „po co się denerwować? Trzeba zluzować majty”.

Wszystko pewnie poszłoby w zapomnienie, gdyby nie opis całej sytuacji zamieszczony przez zespół na internetowym profilu. Setkami komentarzy zareagowali muzycy z całego kraju, mieszkańcy Nowego Sącza i uczestnicy koncertu. Wielu z nich z niesmakiem komentowało zachowanie instytucji, która kulturę ma w nazwie.

Zespół próbował jeszcze kontaktować się w tej sprawie zarówno z dyrektorką Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu, jak i z władzami miasta, ale – jak twierdzi – bez skutku. Również nam od środy nie udawało się uzyskać komentarza miasta i MOK-u. Do godziny 15.30 w czwartek, 21 maja, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Później mailem nadeszło pisemne oświadczenie podpisane przez dyrektorkę Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu Małgorzatę Gułowską. Czytamy w nim m.in., że „MOK jest samorządową jednostką kultury, finansowaną w znacznej części ze środków publicznych, która kieruje się troską o rzetelne wydatkowanie przekazanych jej środków”.

W oświadczeniu wskazano także, że zespół zgodził się na 7 tys. zł za występ, a kwestionowanie wynagrodzenia „post factum” w sieci przez zespół, w ocenie MOK-u, podważa jego renomę i wiarygodność biznesową jako kontrahenta.

Oświadczenie nie kwestionuje jednak wprost prawdziwości opisu sytuacji przedstawionego przez Łukasza Wiśniewskiego.

Komentarze

Powiązane

  • Skandal w Zespole Szkół w Limanowej. Do sieci trafiło nagranie

    Bartosz Niemiec

  • Sztuka zagłuszona polityką. Kilka kadrów z tegorocznego Biennale w Wenecji

    Ewelina Kołpak

  • „Stajnia Augiasza w Sądeckich Wodociągach”. Samorządowcy alarmują: spółka nad przepaścią

    Bartosz Niemiec

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam pismo od prezydenta Gibały"

  • 20-letni sołtys Cikowic chce głosować za własnym odwołaniem. W tle konflikt z proboszczem

  • Bruk-Bet Termalica melduje się w 1/8 finału Pucharu Polski

  • Groźny wypadek na rynku w Nowym Sączu. BMW wjechało na chodnik i potrąciło pieszego