Owoców jest tak dużo, że nie wiadomo czy uda się je sprzedać przed kolejnymi zbiorami. Rosyjskie embargo sprawiło, że sadownicy muszą szukać nowych rynków zbytu. Znaleziono je w krajach Europy Zachodniej i w Afryce, ale nowi odbiorcy nie kupują tyle co Rosja.
- Sztukowo tych krajów jest dużo, ale jak chodzi o ilości sprzedawanych tam jabłek to są one nieduże. Należy się cieszyć z każdego kilograma, który może być sprzedany na inne rynki. Po tym embargu widać co nam daje uzależnienie się od jednego rynku zbytu – przyznaje Józef Sułkowski ze Spółdzielni Ogrodniczej Ziemi Sądeckiej.
Jeśli do czasu nowych zbiorów, które ruszą mniej więcej za dwa miesiące, nie uda się sprzedać jabłek, owoce pójdą na przetwórstwo. To oznacza, że sadownicy zarobią na nich grosze, o połowę mniej niż w momencie zbiorów.
(Marta Tyka/ko)