Wtorek, 27 paź 4 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Znaki drogowe w Krakowie: miało ich ubywać, w niektórych miejscach wciąż pojawiają się nowe

Ustąp pierwszeństwa, koniec pierwszeństwa, koniec parkingu, zakaz parkowania, koniec strefy "30", "uwaga, oznakowanie testowe!", możliwość jazdy prosto i w prawo - wszystkie te znaki znalazły się na odcinku kilku metrów na ulicy Łobzowskiej w Krakowie. Urzędnicy tłumaczą, że namnożenie znaków drogowych było tam konieczne ze względu na między innymi "testy oznakowania".

Znaki drogowe w Krakowie: miało ich ubywać, w niektórych miejscach wciąż pojawiają się nowe
fot: Karol Surówka

Około 47 tysięcy znaków drogowych, których utrzymanie kosztuje miasto ponad 250 tysięcy złotych - takie statystyki podawaliśmy jeszcze w ubiegłym roku. Drogowcy zapewniali, że będą regularnie patrolowali ulice stolicy Małopolski, żeby znajdować niepotrzebne oznakowania.

Tymczasem przy ul. Łobzowskiej stało się na odwrót. Z jednego znaku zrobiło się siedem. "Dodatkowe znaki były konieczne ze względu na wprowadzenie śluz rowerowych, czyli ścieżek prowadzących przed rząd samochodów na skrzyżowaniu" - tłumaczy Michał Pyclik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Jak dodaje, w chwili, gdy je tworzyli, nie było w kodeksie ruchu rowerowego znaku informującego o "śluzie rowerowej". Jedyne, co mogli zrobić, to ustawić znak "uwaga! oznakowanie testowe". Działanie śluz monitorują teraz specjaliści z Politechniki. "Przy okazji ustawiliśmy jeszcze "odwołanie drogi z pierwszeństwem", które tam było koniecznie" - mówi Pyclik.

Według Pyclika w najbliższej przyszłości las znaków, przyznajmniej w centrum Krakowa, stanie się mniejszy. "Planujemy stopniowo wymieniać znaki wewnątrz drugiej obwodnicy na mniejsze, tak by nie zasłaniały budynków i ułatwiały poruszanie się pieszych" - mówi.

Namnożenie znaków dziwi tymczasem Andrzeja Lubertowicza ze szkoły bezpiecznej jazdy Safe2Drive. "Podczas jazdy kierowca ma ułamek sekundy, żeby zerknąć za znak. Gdy przy jednym skrzyżowaniu jest ich tak dużo, nie ma możliwości, by kierujący wszystkie odczytał i zinterpretował" - twierdzi Lubertowicz. Jak dodaje, w Niemczech i Holandii przeprowadzono następujący eksperyment. W dwóch małych miastach usunięto wszystkie znaki drogowe, włącznie z sygnalizatorami świetlnymi. Jedyne co pozostało, to reguła "prawej ręki". "Po roku okazało się, że liczba wypadków spadła niemalże do zera, a ruch się upłynnił" - mówi Lubertowicz.

(Karol Surówka/ko)

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam prośbę od Łukasza Gibały"

    Ola Sobczak

Najnowsze

  • Kino czyli środek pomocniczy dla badaczy, a zwłaszcza dla fizjologów. 130 lat od pierwszej krakowskiej projekcji

  • Domowa strefa relaksu na zimę - sauna, wanna spa w ogrodzie czy łazienka z hydromasażem?

  • W jakim czasie zwracają się szkolenia z gospodarki magazynowej?

  • Najciekawsze książki z literatury pięknej – co warto przeczytać?

  • Waloryzacja świadczenia pośmiertnego z ubezpieczenia renty odroczonej

  • Dlaczego ser w plastrach tak szybko się poci i jak temu zapobiec