W marcu tego roku kursanci przyszli na zajęcia... i zastali zamknięte drzwi. Zobaczyli też kartkę z informacją, że szkoła zawiesza działalność.
Właściciel krakowskiej szkoły językowej, która blisko pół roku temu nagle zakończyła działalność, wciąż nie poniósł konsekwencji. W marcu, kursanci przyszli na zajęcia, zastali zamknięte drzwi i kartkę z informacją, że kursy są zawieszone do odwołania.
Poszkodowanych przez K&S jest około 300 osób. Wśród nich są też pracownicy, którzy nie dostali zaległych wynagrodzeń. Szkoła do tej pory nie wznowiła zajęć, a poszkodowanym pracownikom i klientom właściciel nie zwrócił pieniędzy.
Członkowie zarządu K&S, którzy złożyli doniesienie do prokuratury przyznają, że w tej sprawie od prawie pół roku niewiele się zmieniło. Właściciel szkoły jest nieuchwytny. Nie ma stałego miejsca zamieszkania, zmienił też numery telefonów.
Poszkodowani kursanci przygotowali już w tej sprawie pozew zbiorowy. Sąd rozpatruje ich wniosek. Jak mówią, chcą przynajmniej, aby właściciel poniósł konsekwencje, bo na odzyskanie pieniędzy już nie liczą.
Postępowanie prokuratury w tej sprawie cały czas się toczy. Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, bo do podobnej sytuacji doszło w dwóch innych placówkach szkoły - we Wrocławiu i Gdańsku.