Najpierw interpelacja krakowskich radnych z pytaniami o nieprawidłowości funkcjonowania Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji, teraz wniosek o kontrolę. Krakowscy radni sprawdzają doniesienia o przeciążeniu pracowników przewoźnika. Pytają też, gdzie podziało się 13 tysięcy nieprzejechanych kilometrów. Prezes przedsiębiorstwa Rafał Świerczyński w rozmowie z Radiem Kraków przekonuje, że większość zarzutów to insynuacje.
Posłuchaj rozmowy
13 tysięcy kilometrów niezrealizowanych kursów tylko w maju to niechlubny wynik krakowskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. To efekt sytuacji kadrowej i dodatkowych kursów, które zostały zlecone przewoźnikowi od początku roku. To jeden z zarzutów, jaki pojawił się we wniosku o kontrolę w przedsiębiorstwie.
Problem rzeczywiście jest. Pracowników brakuje. Kursy są odwoływane. Jednak przepisów dotyczących czasu pracy nie łamiemy. Nasz prowadzący może maksymalnie pracować 12 godzin, z tego 10 prowadzić pojazd. Insynuacje, które pojawiły się publicznie, że MPK łamie tego typu przepisy, sądzę, że nie dotyczą żadnej spółki w Polsce, ponieważ to są po prostu już sprawy, które ocierają się o zarzuty bardzo poważne wobec osób zarządzających spółkami MPK i na pewno w przypadku Krakowa nie dopuszczamy do takich sytuacji. Wolimy stracić kurs, zapłacić karę niż żebyśmy mieli ryzykować zdrowiem i życiem pasażerów
- mówi prezes MPK.
Spółka dementuje też doniesienia o ukrywaniu problemów z kadrą i odwołanych kursach. Zdaniem jej przedstawicieli ewentualna kontrola nie wykaże niczego, o czym spółka nie informowała miasta. Przedsiębiorstwo do września zamierza zatrudnić łącznie setkę kierowców i motorniczych, co ma rozwiązać problemy kadrowy.