Na kilkaset tysięcy złotych szacuje zniszczenia w ZOO i Lesie Wolskim dyrektor Ogrodu Zoologicznego, dr Józef Skotnicki. Środowa nawałnica zniszczyła kilkadziesiąt drzew, kilka spadło na woliery dla puchaczy, orła i żurawi mandżurskich. Te ostatnie udało się odłowić, ale orzeł i jeden puchacz uciekły. Od rana w ZOO trwają porządki.
Posłuchaj co mówi dyrektor Ogrodu Zoologicznego, dr Józef Skotnicki
- Część drzew jest jeszcze pozawieszanych. Muszę powołać także komisję złożoną z leśników, która przejdzie z pracownikami ZOO i przyglądnie się drzewom czy któreś z nich nie spadnie. ZOO przyjmuje wycieczki, to ogromna odpowiedzialność. Musimy miec pewność, że wszystko jest w porządku - podkreśla Skotnicki. "Całkowicie zniszczona jest woliera puchaczy. Jedna sztuka uciekła, ale to gatunek żyjący u nas. Nic mu nie grozi. Uciekł jeszcze orzeł, który miał problemy ze skrzydłem. On może nie dać sobie rady w naturze, ale odfrunął. Nie sądzę, żeby ptaki same wróciły" - dodaje dyrektor ZOO.
Dyrektor zapewnia, że zwierzęta nie ucierpiały podczas nawałnicy, ale niektóre reagowały wczoraj nerwowo. - Stało się to przed 6 rano, gdy nie było jeszcze pielęgniarzy. Zwierzęta były zdenerwowane i podekscytowane - mówi Skotnicki. Dyrektor w rozmowie przyznał, że nie wyobraża sobie sytuacji, że zniszczona zostaje np. klatka z tygrysem. - Taka ewentualność istnieje, ale klatki, w których są tygrysy, lwy i pantery śnieżne są tak położone, że drzewo im nie zagraża. Celowo przyjęto na lokalizację takie miejsce, by było oddalone od drzew - zapewnia dyrektor.
W czwartek ogród zoologiczny jest zamknięty, prawdopodobnie w piątek ponownie zostanie otwarty dla zwiedzających.
(Aleksandra Ratusznik/ko)