Blisko 50 znaków drogowych i tablic informacyjnych na... 350 metrowym odcinku. Taką łamigłówkę stworzyli drogowcy na al. Kijowskiej w Krakowie. Część znaków stoi tutaj od dawna, część pojawiła się wraz z rozpoczętą kilka tygodni temu, likwidacją miejsc parkingowych wyznaczonych niezgodnie z przepisami.
Posłuchaj rozmowy z Piotrem Leńczowskim, instruktorem jazdy
W tej chwili kierowcy, którzy próbują odczytać coś z długiego szpaleru znaków drogowych, dość szybko rezygnują. "Trudne do rozszyfrowania. Chaos i schizofrenia. Za dużo, za gęsto i bez potrzeby. A każdy i tak odczyta jak zechce, bo jak widać, mimo zakazu - kierowcy i tak tu parkują. To wyrzucone w błoto pieniądze, a szkoda naszego grosza" - mówią reporterowi Radia Kraków mieszkańcy.
"To oznakowanie tymczasowe, które ma wyjaśniać jak działa nowa strefa parkowania. Mają one zwrócić uwagę, że od 12 września w danym miejscu nie można parkować. A kiedy pojawią się już linie, znaki znikną" - wyjaśnia Michał Pyclik z Zarządu Infrastuktury Komunalnej i Transportu.
"To niezły rebus" - ocenia zjawisko Piotr Leńczowski, instruktor jazdy z Auto Akademii. "Drogowcy niezbyt dobrze zrobili. Na jednym słupku można zamieścić maksymalnie trzy znaki drogowe, najlepiej, żeby to były dwa znaki. Ale uwaga - tabliczka nie jest znakiem drogowym, więc tych można tam umieścić nieograniczoną liczbę. Co oczywiście przeczy logice i zrozumieniu. Nikt, nawet jadąc z przepisową prędkością 50, 30 km/h nie jest w stanie odczytać i zrozumieć tych wszystkich informacji" - komentuje Leńczowski.
Szukamy innych tego typu miejsc w Krakowie! Już teraz prosimy o wskazanie miejsc, gdzie liczba znaków drogowych przekradza możliwość ich odczytania. Czekamy na Wasze zdjęcia - ślijcie je na adres: redakcja@radiokrakow.pl lub skorzystajcie z platformy Powiadom Nas: http://www.radiokrakow.pl/powiadom-nas/.
(Grzegorz Krzywak/ew)