W chłodny, marcowy poranek dokładnie 33 lata temu, w sercu Krakowa na Rynku Głównym spalił się człowiek.
Walenty Badylak - były żołnierz AK, emerytowany piekarz, bibliofil - dokonał samospalenia w proteście przeciwko zmowie milczenia wobec zbrodni Katyńskiej.
"To wspomnienie jest ciągle żywe" - mówi Andrzej Łukaszewski - artysta malarz, świadek tamtego wydarzenia.
Przez lata PRL-u władze chciały zdyskredytować czyn Walentego Badylaka mówiąc o jego rzekomym alkoholizmie i chorobie psychicznej. Te oskarżenia okazały się być bezpodstawne. Dziś - jak co roku - grupa przyjaciół Walentego Badylaka w południe przy studzience, koło której dokonał samospalenia złoży kwiaty i zapali znicze.
( Anna Kluz /dw)