Prezydent Krakowa podsumował kończącą się kampanię referendalną, przekonując, że w mieście toczyły się "dwie równoległe kampanie" – polityczna, prowadzona przez inicjatorów referendum, oraz obywatelska debata z mieszkańcami. Zaapelował także o bojkot głosowania, argumentując, że skuteczne referendum oznaczałoby dla miasta "chaos i stagnację".
Prezydent Miszalski we wpisie w mediach społecznościowych krytykuje inicjatorów referendum, którzy – jego zdaniem – porzucili obywatelski charakter inicjatywy na rzecz „bezpardonowej – daleko wykraczającej poza granice etyki i ludzkiej przyzwoitości – kampanii politycznej”. Wskazuje przy tym na udział środowisk opozycyjnych i osób związanych z radykalną polityką, twierdząc, że referendum stało się „poligonem, w którym nie chodzi o Kraków, a o wielką politykę i rozhuśtanie ogólnopolskich emocji”.
Jednocześnie podkreśla, że obok politycznej awantury odbyła się ważna debata o mieście. Jak zaznacza, prowadził ją głównie na „Ławkach Dialogu”, debatach online, spotkaniach z mieszkańcami oraz protestach. Według Aleksandra Miszalskiego to właśnie „intensywny dialog władz miasta z jego mieszkańcami był największą korzyścią inicjatywy referendalnej”. Dodaje, że referendum pozwoliło mu lepiej zrozumieć potrzeby krakowian i dlatego „paradoksalnie to był dobry czas dla Krakowa”.
Aleksander Miszalski deklaruje, że jeśli referendum okaże się nieskuteczne, dialog z mieszkańcami stanie się „znakiem rozpoznawczym” jego kadencji.
Prezydent Krakowa zaapelował też do mieszkańców o bojkot referendum, argumentując, że jego powodzenie doprowadzi do „chaosu i stagnacji” oraz przedterminowych wyborów mogących opóźnić inwestycje i zmiany w mieście.