Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

„Ford wymazał krzyż z Giewontu”? Internet zawrzał, a prawda kryje się w kilku pikselach

W internecie znowu zawrzało, a na celowniku znalazł się błękitny pick-up i... tatrzański szczyt. Polski oddział Forda wrzucił niewinne zdjęcie auta z Giewontem w tle, a politycy i komentatorzy natychmiast ogłosili bojkot marki, grzmiąc, że koncern bezczelnie usunął krzyż ze szczytu. W audycji „Prawda czy Fejk” pytamy wprost: czy ktoś faktycznie odpalił program graficzny i „ukradł” krzyż z Giewontu?

„Ford wymazał krzyż z Giewontu”? Internet zawrzał, a prawda kryje się w kilku pikselach
Giewont. / fot: KO

Posłuchaj podcastu

Od razu uspokajamy wszystkich turystów i kierowców. Krzyż stoi na swoim miejscu od 1901 roku i ma się świetnie. Nikt go nie wymazał, żaden grafik nie dopuścił się zdrady stanu, a cała ta wielka internetowa krucjata rozbiła się po prostu o podręcznik do fizyki ze szkoły podstawowej.

Zaczęło się klasycznie. Zdjęcie błękitnego Forda Rangera na polnej drodze, w tle majestatyczne Tatry i podpis "DZIEŃ DOBRY". Dla internetowych detektywów to nie było jednak zwykłe powitanie, tylko zamach na tradycję. Poseł Janusz Kowalski zapowiedział, że Forda nigdy nie kupi, bo to antypolska reklama, a były ambasador Marek Magierowski stwierdził z przekąsem, że owszem kupi, ale zapłaci własnoręcznie wydrukowanymi banknotami z hasłem "IN GOD WE TRUST".

Tymczasem odpowiedź na pytanie, gdzie podział się krzyż nie leży w spisku korporacji, tylko w optyce i głębi ostrości. Wyjaśnijmy to sobie po ludzku. Po pierwsze punkt ostrości. Zdjęcie zrobiono tak, by samochód był na pierwszym planie. By lśnił i wyglądał idealnie. Aparat ustawił ostrość na masce pick-upa, a wszystko, co znajduje się kilometry dalej, w tym Giewont, po prostu traci ostrość i staje się miękkim, rozmytym tłem.

Po drugie skala i odległość. Konstrukcja ma 15 metrów wysokości, ale z perspektywy kilkunastu kilometrów na fotografii staje się obiektem grubości zapałki lub ledwie zlepkiem kilku pikseli.

Po trzecie, światło oraz przysłona. Wystarczy mocniejsze rozmycie tła, by cienka stalowa kratownica wtopiła się w niebo i skalną grań. Wystarczyło jednak powiększyć kadr, by bez trudu dostrzec jej zarys.

Na szczęście w tej historii mieliśmy rzadki moment internetowej klasy. Po tym jak Ford na spokojnie wyjaśnił, że nikt niczego nie wycinał, ambasador Magierowski przeprosił, przyznał rację i usunął swój wpis.

Morał z tego jest prosty. Zanim zaczniemy bojkotować koncerny motoryzacyjne i drukować własną walutę, wystarczy wziąć głęboki oddech, powiększyć zdjęcie dwoma palcami na ekranie i przypomnieć sobie, jak działa aparat fotograficzny. Wychodzi znacznie taniej niż zmiana auta.

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania