Jeśli lubicie filmy o seryjnych mordercach, „Dom, który zbudował Jack” jest właśnie dla was. Tytułowy bohater dołącza do galerii postaci, takich jak: Kuby Rozpruwacz, Dexter czy Hannibal Lecter. Poznajemy kilkanaście lat z życia Jacka – piekielnie inteligentnego psychopaty. Z jednej strony perfekcjonisty, z drugiej mężczyzny pełnego sprzeczności; słabości i natręctw. Jak przystało na seryjnych morderców portretowanych w kinie, Jack jest estetą, wielbicielem malarstwa, architektury, poezji, muzyki poważnej i wycieczek na łono natury. Dlatego mordowanie staje się dla niego formą tworzeniem dzieł sztuki.
W filmie odnajdziemy mnóstwo intertekstualnych odniesień. Trier sięga po motywy z malarstwa Francisa Bacona, poezję Williama Blake’a i muzykę wybitnego pianisty Glenna Goulda. Sztukę wysoką, zarezerwowaną dla elit, wykorzystuje w celu demaskacji społecznej hipokryzję i mechanizmów politycznej poprawności. Jak piszą dystrybutorzy: »„Dom, który zbudował Jack” to prowokacyjne, śmiałe, pełne wizualnych pomysłów kino poszukujące odpowiedzi na pytanie o naturę dobra i zła«.
Czy to arcydzieło współczesnego kina, a może jeden z najbardziej przerażających filmów ostatnich lat; podszyty czarnym humorem i perwersją? To pytanie, które zada sobie każdy odbiorca kina Larsa von Triera uznanego przez jednych za geniusza, przez innych za hochsztaplera. Nie ulega jednak wątpliwości, że kolejny film Duńczyka nie pozostawi nikogo obojętnym. W rolach głównych: Matt Dillon, Uma Thurman, Riley Keough, a także Bruno Ganz. Ten ostatni stworzył w „Domu, który zbudował Jack” zaskakującą kreację, podejmującą dialog z jego słynną rolą w „Niebo nad Berlinem” w reż. Wima Wendersa.
Urszula Wolak