Wielu uczestników ostatniej edycji gdyńskiego festiwalu uważa, że jury pracujące pod wodzą Allana Starskiego pominęło w swym werdykcie dwa istotne, zasługujące na konkursowe laury tytuły: utrzymaną w poetyce kina chaplinowskiego, w którym śmiech miesza się ze łzami, opowieść Kingi Dębskiej „Moje córki krowy” z brawurowymi rolami Agaty Kuleszy, Gabrieli Muskały, Mariana Dziędziela i Marcina Dorocińskiego oraz debiutancki film Marcina Bortkiewicza „Noc Walpurgi” z aktorskim popisem Małgorzaty Zajączkowskiej, wcześniej obsypany nagrodami na koszalińskim festiwalu „Młodzi i Film” (nagrody za scenariusz, główną rolę kobiecą, a także laur dziennikarzy, publiczności i jury młodzieżowego). W Gdyni film Dębskiej zwyciężył w plebiscycie publiczności (nagrodzili go także dziennikarze oraz przedstawiciele sieci kin studyjnych i lokalnych), zaś dziełu Bortkiewicza przypadł Złoty Klakier dla najdłużej oklaskiwanego filmu konkursu (a także nagroda jury młodzieżowego).
„Noc Walpurgi”
Reż. Marcin Bortkiewicz
Prod. Polska 2015
Kanwą scenariusza „Nocy Walpurgi” jest dramat Magdaleny Gauer „Diva”, wystawiany do tej pory w formie monodramu. Tu jego autorzy – reżyser i pisarka – wprowadzili na plan mężczyznę prowadzącego z główną bohaterką nieustanny dialog, który w pierwowzorze literackim funkcjonuje wyłącznie jako „głos zza sceny”. Akcja opowieści rozgrywa się tytułowej nocy – z 30 kwietnia na 1 maja 1969 roku – czasie złych duchów, w garderobie szwajcarskiej opery, tuż po zakończeniu przedstawienia „Turandota” Giacomo Pucciniego. Toczy się tu frapująca rozmowa między młodym mężczyzną, podającym się za dziennikarza (dobra rola Philippe’a Tłokińskiego, francuskiego aktora o polskich korzeniach, którego do tej pory można było dostrzec na drugim planie w wielu naszych filmach i serialach), a operową divą (życiowa rola Małgorzaty Zajączkowskiej), mającą za sobą niezwykłą karierę, a także bolesną osobistą przeszłość, którą przypomina na co dzień wytatuowany na ramieniu obozowy numer.
Marcin Bortkiewicz, autor kilku licznie nagradzanych krótkich metraży („Nauczanie początkowe”, „Portret z pamięci”, „Lewa połowa twarzy”), jest filmowym erudytą. W „Nocy Walpurgi” znajdziemy ślady kina Alaina Resnais („Hiroszima, moja miłość”), Andrzeja Wajdy („Popiół i diament”), Liliany Cavani („Nocy portier”) czy nawiązania do Mannowskiej „Czarodziejskiej góry”. A wszystko to wtłoczone w zamkniętą przestrzeń teatralnej garderoby. Atmosfera zagęszcza się, temperatura rośnie… Mimo formalnych ograniczeń wyrazowych ta – utrzymana w czerni i bieli – przejmująca opowieść wtłacza widza w fotel.
Jerzy Armata