Tytuł filmu, który Państwu rekomenduję oraz nazwisko jego reżysera, mogą nieco zmylić. „Głośniej od bomb” – tak brzmiał bowiem tytuł nakręconego przed czternastu laty dość interesującego filmu Przemysława Wojcieszka. Polski reżyser zaczerpnął go z głośnej płyty zespołu The Smiths, którego fanem jest jego bohater. „Louder than Bombs”, tak nazywała się pierwsza płyta amerykańska tej głośnej brytyjskiej grupy, tak brzmi także tytuł anglojęzycznego debiutu duńskiego reżysera – Joachima Triera, nie mylić ze słynnym Larsem.
„Głośniej od bomb”
Reż. Joachim Trier
Prod. Dania/Francja/Norwegia 2015
Nie o muzykę The Smiths w nim chodzi, a o profesję głównej bohaterki. Isabelle Reed, w którą się wciela niezapomniana niegdysiejsza bohaterka „Koronczarki” Claude Goretty czy „Pianistki” Michaela Hanekego – Isabelle Huppert, jest wybitną fotoreporterką wojenną. Podróżuje po najbardziej zapalnych miejscach świata, zatrzymując w kadrze „całe zło tego świata”. Jej fotografie to nie tylko dokumentacja dramatycznych epizodów, ale także prace o wysokich walorach artystycznych. Właśnie w jednej z nowojorskich galerii trwają przygotowania do retrospektywnej wystawy jej dorobku. To ekspozycja organizowana z okazji trzeciej rocznicy śmierci fotoreporterki, bo artystka będąca u szczytu swych możliwości twórczych zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Z tej okazji w „New York Timesie” ukazuje się artykuł jej poświęcony, którego autor ujawnia, że to nie był wypadek, a samobójstwo dokonane przez osobę żyjącą w ciężkiej depresji…
Film Joachima Triera jest opowieścią o trzech mężczyznach jej życia – mężu i dwóch synach, którzy muszą zmierzyć się z tą tragiczną prawdą (jest jeszcze czwarty, autor tekstu, który ją ujawnia). Każdy to czyni na swój sposób. Gene, mąż Isabelle, próbuje sobie ułożyć życie na nowo, angażując się w romans z młodszą koleżanką z pracy – nauczycielką, która jest wychowawczynią jego młodszego syna, ciężko przeżywającego rozterki czasu dojrzewania. Ojciec coraz bardziej traci z nim kontakt, łatwiej mu dogadać się ze starszym synem, który też ma swoje problemy – właśnie urodziło mu się dziecko, a jednocześnie dość nagle i niespodziewanie dała o sobie znać dawna sympatia… A przecież kiedyś było inaczej, to on wychował synów, rezygnując z aktorskiej kariery. Żona raczej bywała w domu gościem, poświęcając się głownie pracy zawodowej…
Jak widać, wątków, tropów, kontekstów jest w filmie Triera bardzo wiele, kto wie, czy nie za wiele, ale ogląda się go z zainteresowaniem. To po prostu opowieść, która stawia wiele pytań, ważnych pytań. Na większość nie udziela jednoznacznych odpowiedzi. To już zadanie dla widzów.
Jerzy Armata