Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Referendalna gorączka w Małopolsce. Dlaczego 82 proc. prób kończy się fiaskiem?

Kraków szykuje się do referendum, a podobne scenariusze możliwe są także w Lanckoronie, Kalwarii Zebrzydowskiej i Bochni. Czy lokalne głosowania to realne narzędzie demokracji, czy polityczna broń w sporach samorządowych? Prof. Andrzej Piasecki wyjaśnia, kto w Polsce najczęściej traci władzę w referendum i dlaczego większość inicjatyw kończy się niepowodzeniem.

Referendalna gorączka w Małopolsce. Dlaczego 82 proc. prób kończy się fiaskiem?
Fot. arch. Marek Mędela

Dlaczego warto przeczytać tę rozmowę?

  • Dlaczego aż 82 proc. referendów lokalnych w Polsce kończy się niepowodzeniem.

  • Kogo najłatwiej odwołać – wójta, burmistrza czy prezydenta miasta – i z czego to wynika.

  • Dlaczego Dolny Śląsk uchodzi za najbardziej „proreferendalny” region w kraju.

  • Czy obecne przepisy sprzyjają demokracji bezpośredniej, czy raczej ją blokują.

Posłuchaj całej rozmowy

Jak w Polsce przyjęło się prawo do referendów lokalnych? Sięgamy po nie chętnie czy raczej z umiarem?

Prof. Andrzej Piasecki: Na tle innych ustaw prawo o referendum lokalnym z 2000 roku funkcjonuje dobrze. Istotna nowelizacja nastąpiła w 2006 roku - zmieniono wtedy sposób liczenia frekwencji w referendum odwoławczym. Dziś musi ona wynieść trzy piąte frekwencji z wyborów, w których dany organ został wybrany. Wcześniej obowiązywał próg 30 procent, a w dużych miastach praktycznie nie można było skutecznie przeprowadzić takiego referendum.

Obywatelskie referendum czy polityczna gra?

Piotr Łęgowski

Polacy pokochali referenda?

Trudno mówić o miłości, raczej o emocjach. Regionalnie widać wyraźne różnice. Gdy już dochodzi do referendum, napięcie jest duże - ale to nie jest uczucie sentymentalne, tylko polityczne.

Które regiony są najbardziej „proreferendalne”?

Z moich badań wynika, że zdecydowanie Dolny Śląsk - szczególnie dawne województwa wałbrzyskie i jeleniogórskie. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców odbyło się tam najwięcej referendów. To region silnie zurbanizowany, z dużą liczbą małych miast. Jest też czynnik tożsamościowy - społeczność tworzona po II wojnie światowej przez przesiedleńców z różnych stron. Tam łatwiej o mobilizację protestacyjną.

Bochnia przed próbą referendum. Czy burmistrz straci stanowisko?

Jacek Bańka

To efekt powojennych migracji?

W pewnym sensie tak. Na Dolny Śląsk trafiali nie tylko mieszkańcy Kresów, ale też osoby szukające nowego początku. To przekładało się na aktywność społeczną już wcześniej - przypomnę choćby manifestacje 31 sierpnia 1982 roku, które szczególnie silne były właśnie w tym regionie. Ta społeczność ma pewien temperament polityczny.

Kogo najłatwiej odwołać?

Najczęściej referenda dotyczą odwołania organu wykonawczego, czyli wójta. W małych gminach, przy niskiej frekwencji, czasem kilkadziesiąt głosów decyduje o wyniku. Głosuje kilka tysięcy osób i łatwiej osiągnąć wymagany próg.

Czy będzie referendum w sprawie odwołania burmistrza Radłowa? Mieszkańcy zbierają podpisy

Bartłomiej Maziarz

Burmistrzowie są na drugim miejscu. Prezydentów miast - których w Polsce jest 107 - odwołać najtrudniej, ale takie przypadki się zdarzały. W poprzednich kadencjach odwołano prezydentów m.in. Olsztyna, Częstochowy i Łodzi. W 2013 roku próbowano odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz w Warszawie – zabrakło około trzech procent do wymaganego progu frekwencji. W maju 2024 roku skutecznie odwołano prezydent Zabrza.

Czy inicjatorzy krakowskiego referendum powinni brać pod uwagę te doświadczenia?

Najpierw muszą zebrać podpisy. Statystyka jest jednak bezlitosna: 82 procent referendów kończy się niepowodzeniem. Tylko jedno–dwa na dziesięć są ważne z powodu frekwencji.

Co więcej, zdarzają się przypadki, gdy w referendum bierze udział mniej osób niż podpisało się pod wnioskiem. To pokazuje, że inicjatywa była źle przygotowana.

Czy zdarzyło się, że referendum wzmocniło władzę, zamiast ją osłabić?

Tak - w 2009 roku w Sopocie. Wniosek o referendum złożyli zwolennicy prezydenta miasta, by wzmocnić jego mandat w obliczu oskarżeń. Frekwencja przekroczyła 40 procent, referendum było ważne, ale prezydent nie został odwołany. To ewenement - w zdecydowanej większości przypadków, gdy referendum jest ważne, głosy są za odwołaniem.

Jakie są najczęstsze powody organizowania referendów?

W dużych miastach dominują konflikty polityczne. Czasem chodzi o spory w radzie, czasem o niezrealizowane ambicje przegranych. Bywają też konkretne, ostre konflikty społeczne - likwidacja szkoły, kontrowersyjna inwestycja czy poważne zarzuty wobec władz. Zwykle jest też ktoś, kto w razie sukcesu referendum chce wystartować w wyborach.

Czy obecne przepisy przystają do współczesnych realiów?

Na tle innych regulacji - tak. Były próby ich liberalizacji, m.in. ze strony Pawła Kukiza, który postulował obniżenie progów. Z kolei środowiska samorządowe często chcą utrudnienia inicjatyw referendalnych.

Skoro jednak 82 procent inicjatyw kończy się fiaskiem, to znaczy, że system nie działa idealnie. Można dyskutować np. o wprowadzeniu wadium dla inicjatorów – by ograniczyć sytuacje, w których referenda organizowane są bez realnej szansy powodzenia, a koszty ponoszą podatnicy.

W Krakowie było już jedno głośne, skuteczne referendum - w sprawie Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

I to największe referendum w ważnej sprawie lokalnej w Polsce. Odbyło się równolegle z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Co ciekawe, frekwencja przy urnach referendalnych była wyższa niż przy urnach wyborczych. Wynik był jednoznaczny - mieszkańcy powiedzieli „nie” igrzyskom.

To pokazuje, że referendum może być skutecznym narzędziem rozstrzygania sporów, zwłaszcza gdy władze same oddają decyzję mieszkańcom.

Referendum jako istota demokracji?

W pewnym sensie tak. W wyborach wybieramy przedstawicieli. W referendum decyzję podejmują bezpośrednio mieszkańcy. Czasem dla władz to wygodne rozwiązanie - przeniesienie odpowiedzialności na społeczność. Ale mieści się to w regułach demokracji.

Gościem Radia Kraków był prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"