Kiedyś to, co przygotowało się na zimę pozwalało przetrwać bez głodu kolejnych kilka miesięcy. Tak było na Podhalu, choć tutaj pierwsze przygotowania do zimy rozpoczynało się w… maju, kiedy to gaździny przygotowały z mleczy syrop na przeziębienia. Obecnie, mimo że w sklepach można kupić już wszystko przez cały rok, to pod Tatrami w wielu domach przygotowuje się nadal różnego rodzaju przetwory. Jakie? O tym nasz zakopiański reporter rozmawiał z Anną Nędzą Kubiniec i Ewą Słodyczką z Koła Gospodyń Wiejskich w Kościelisku
Posłuchaj wypowiedzi
Na Podhalu przetwory przygotowuje się z dostępnych produktów - leśnych malin, z których robi się syropy tak, jak z sosny, najlepsze na przeziębienia. W przydomowych ogródkach uprawia się porzeczki, później ucierane z makutrze na galaretki.
Najpopularniejsze na Podhalu jest jednak kiszenie kapusty, z czym wiąże się obrządek: wyparzanie beczki rozgrzanymi w piecu kamieniami, zalanymi wodą. Wyparzone beczki zapełniało się poszatkowana kapustą z kminkiem, zielem angielskim i liściem laurowym. Kapustę jadło się i w biednych i bogatych domach w kwaśnicy, surówkach i innych potrawach. Niektórzy do kiszenia kapusty dodawali całe jabłka, po ukiszeniu bardzo smaczne.
Są też oczywiście przetwory z grzybów - już w maju smardze, później gołąbki, prawdziwki, a w jesieni opieńki i rydze. Zbierało się też kurki, zwane na Podhalu liskami. Suszone je się na Wigilię, a z prawdziwków robi postną zupę.
W kamionkach kisi się ogórki, często zjadane jeszcze prawie surowe, małosolne. Na zimę zostawały ukiszone w beczkach a osobno konserwowe z octem.
W góralskich przetworach nie ma chemii, tylko sól i przyprawy - podkreślają gospodynie.