W niedzielę (27 października) po autostradzie A4 biegało stado dzików, a Zakopianką chodziły psy. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale mogło dojść do tragedii. Jak to możliwe, że mimo zabezpieczeń zwierzęta nie tylko wciąż giną pod kołami aut, ale stwarzają też zagrożenie dla kierowców.
Oba zdarzenia mogły zakończyć się tragicznie. Zapytaliśmy więc Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, jak to możliwe, że mimo zabezpieczeń zwierzęta wciąż giną pod kołami aut.
Samochód osobowy wjechał w stado dzików na autostradzie A-4
Każda droga ekspresowa i autostrada ma przede wszystkim zamontowane siatki i płoty wzdłuż trasy. Poza tym są też wyznaczone przejścia dla zwierząt albo górą, albo dołem. Droga nigdy nie jest szczelna w 100 procentach. Newralgicznym miejscem są węzły - może nimi wjechać na drogę samochód, ale może też wejść zwierzę
- mówi Kacper Michna z GDDKIA
W Polsce są specjalne przejścia dla żab, borsuków czy dzików, ale też korytarze dla nietoperzy montowane nad autostradą.
148 przejść dla zwierząt powstało na drogach szybkiego ruchu w Małopolsce
Zdarzenie z dzikami to nie jedyna niebezpieczna sytuacja na drodze z udziałem zwierząt, do jakiej doszło w ostatnim czasie. Wczoraj na Zakopiance ruch zatrzymały też psy. Dwa owczarki australijskie chodziły środkiem jezdni, zanim na miejsce przyjechała policja. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a czworonogi trafiły pod opiekę stowarzyszenia Przytul Sierściucha. Niedługo później odebrał je właściciel.
Dominika Bałuk-Cienkosz, prezes Stowarzyszenia, zaznacza, że zwierzęta były zadbane. I apeluje do wszystkich posiadaczy zwierząt o rozsądek, czipowanie psów, zakładanie im obroży i trzymanie czworonogów na smyczy. Za złamanie tego przepisu grozi nawet 500 złotych mandatu.
Sytuacja z psami pokazała, że pomimo, iż człowiek dba o zwierzęta, to sytuacja może wymknąć się czasem spod kontroli. Nie jest to wina psa, nie ma psów złych. Są nieodpowiedzialni ludzie
-tłumaczy Dominika Bałuk-Cienkosz.
Dodaje, że owczarki uciekły właścicielowi za ogrodzenie i zawędrowały aż pięć kilometrów od domu.