Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

O Halce co Jontka nie chciała

„Halka” to najbardziej znana w Polsce i najbardziej „światowa” z naszych oper. Jej treść jest doskonale zrozumiała dla innych narodowości. Niezależnie od szerokości geograficznej, koloru skóry i wyznania, historia porzuconej dziewczyny, która z powodu miłości popada w szaleństwo, wzbudza zainteresowanie. Zawsze aktualna, niezależnie od epoki, wzrusza kolejne pokolenia melomanów.

O Halce co Jontka nie chciała
Plakat do "Halki" w reż. Marii Fołtyn. Twórca: projekt: Maciej Urbaniec. Data utworzenia: 1975

Właśnie o sile tego dzieła Moniuszki myślałam, gdy tydzień temu, 14 czerwca siedziałam na widowni Opery Śląskiej w Bytomiu i oglądałam ostatnią inscenizację tego przedstawienia, w reżyserii i choreografii Emila Wesołowskiego. Premiera tego spektaklu odbyła się dokładnie rok wcześniej. I nie jest to zbieg okoliczności, tylko tradycja. Bo właśnie Opera Śląska 14 czerwca 1945 roku rozpoczęła swoją działalność prezentując „Halkę” Moniuszki, i co roku 14 czerwca ten tytuł zawsze jest prezentowany na scenie, a co dziesięć lat wystawiana jest nowa wersja tego dzieła.

„Halka” Emila Wesołowskiego jest już dziewiątą inscenizacją w historii Opery Śląskiej i muzycznie przygotowaną przez Piotra Mazurka. Spektakl został zrealizowany w konwencji tradycyjnej, jest więc Polska szlachecka i Polska góralska (kostiumy Dorota Roqueplo, scenografia Maciej Preyer), ale nie znaczy to wcale, że nie odnajdujemy w tej opowieści tematów ciągle aktualnych, społecznych: choćby tych, których kluczem jest słowo „wykorzystywanie”. Zarówno tych słabszych przez elity sprawujące władzę jak też wykorzystanie kobiety przez mężczyznę. Natomiast nowoczesności tej inscenizacji dodają projekcje Natana Berkowicza, które korespondują z akcją opery i są dowodem na to, że najnowsza technologia może służyć dziełu zrealizowanemu w konwencji tradycyjnej. Poza tym „Halka”, jak na reżysera-choreografa przystało, jest roztańczona. Piękny choreograficznie mazur otrzymał ogromne brawa, podobnie jak tańce góralskie.

Jak powszechnie wiadomo Halka to jedna z najtrudniejszych partii sopranowych nie tylko w literaturze polskiej. Moniuszko pisze „gęsto” niemal bez oddechu, a do tego specyfika języka polskiego dodatkowo utrudnia zadanie śpiewakom. Niemniej Anna Wiśniewska-Schoppa będąca w tytułowej roli przeszła przez pułapki zastawione przez kompozytora bardzo sprawnie. Wiele osób czekało na najsłynniejszą arię Halki „Gdybym rannym słonkiem”, zresztą bardzo pięknie wykonaną, ale dla mnie najbardziej wzruszającą sceną opery była i ciągle jest „Ha! Dzieciątko nam umiera – O mój maleńki”. Wiele było w tej interpretacji emocji.

Jontek – Łukasz Załęski – zdobył publiczność pięknym głosem, grą aktorską i znakomicie wykonanym przebojem „Szumią jodły na gór szczycie”. Trudno dziś uwierzyć, że pierwsza wersja „Halki” tzw. Wileńska z 1848 roku, nie tylko nie miała tej arii, ale także Jontek nie był tenorem, lecz barytonem. Podobnie jak nie było scen baletowych i choćby wspomnianej arii Halki. Na szczęście do historii muzyki weszła wersja warszawska z 1858 roku i taką pokazała i od lat pokazuje Opera Śląska w Bytomiu.

Choć „Halka” nie jest łatwa do śpiewania, to jednak jest to dzieło światowego formatu, które mówi o problemach uniwersalnych, a swoją formą zbliża się do dramatu muzycznego; jest zapowiedzią rewolucji w gatunku opery. Moniuszko jak twierdził kompozytor Bogusław Schaeffer „potrafił w swej twórczości wznieść się na wyżyny dostępne w okresie romantycznym tylko wielkim talentom i był twórcą miary europejskiej”.

W czym tkwi sukces tego dzieła? W nośnym temacie, nowoczesnej formie, wirtuozowsko napisanej partyturze, a także w narodowości tego utworu. Nie ujmując nic operowej twórczości Elsnera, Kurpińskiego, Mireckiego i wielu innych twórców, dopiero Halka Moniuszki stała się pierwszym polskim dziełem narodowym na dużą skalę. Nie chodzi tu o temat utworu – choć i on nie jest bez znaczenia – ale przede wszystkim o muzykę, o melodykę opartą na rytmach polskich tańców, wspartych doskonałą instrumentacją. Poza tym Moniuszko okazał się też znakomitym lirykiem, czego najlepszym przykładem są przepiękne arie z „Halki”.

„Halka” należy do bardzo popularnych oper. To, że była wiele razy wystawia poza Polską zawdzięczamy zmarłej w 2012 roku Marii Fołtyn, wielkiej propagatorce muzyki Stanisława Moniuszki. Tylko w Operze Śląskiej Miaria Fołtyn przygotowała dwie inscenizacje tego tytułu: w roku 1975 i 1985. Zwłaszcza ta druga, która była później pokazywana przez śląski zespół podczas tournée po Kanadzie i USA, zdobyła wielkie uznanie. Do dziś nazywana jest „amerykańską”.

Ale najciekawsze realizacje „Halki” w reżyserii Marii Fołtyn były te zagraniczne, przygotowane w teatrach m.in. Hawany, Meksyku, Ankary, Nowosybirska, Kurytyby, Osaki. I jak podkreślała Maria Fołtyn dzięki różnicom w temperamencie wykonawców i kulturze danego kraju „Halka” np. w Nowosybirsku zabrzmiała niczym typowa opera Czajkowskiego, pełna tajemniczości i romantyzmu; w Hawanie stała się dynamiczną historią, której główni bohaterowie zostali obdarzeni dużym temperamentem, zaś w Ankarze fascynowała dostojnością. W Osace zaskoczyła wyciszeniem i stonowaniem; przecież nikt inny tak, jak Japończycy, nie jest w stanie zrozumieć poświęcenia kobiety dla ukochanego mężczyzny. Finał moniuszkowskiej opery był w przecież japońskim stylu: Halka oszalała z miłości widzi, jak jej ukochany Janusz bierze ślub z Zofią; najpierw postanawia się zemścić i podpalić kościół, w końcu jednak decyduje się sama umrzeć, by jej ukochany mógł żyć szczęśliwie u boku innej.

Jednak nie wszyscy potrafili zaakceptować krzywdy młodej góralki. Może właśnie dlatego przed premierą w mieście Meksyk próby szły niemrawo. Maria Fołtyn wspomina, że nie wiedziała, co się dzieje i zaczęła rozmawiać z artystami. Okazało się, że oni nie mogli pojąć cierpienia kobiety. Zdaniem meksykańskich artystów Jontek, młody góral zakochany w Halce, cierpiący z powodu jej nieszczęśliwej miłości, powinien wymierzyć sprawiedliwość i zabić niewiernego Janusza. Artyści chcieli zemsty. I ją dostali. Maria Fołtyn zdecydowała się na zmianę zakończenia. W meksykańskiej inscenizacji Jontek zabija Janusza ciupagą.

W ostatniej inscenizacji „Halki” w Operze śląskiej w Bytomiu wszystko rozgrywa się zgodnie z librettem. Halka umiera by Janusz (w tej roli Adam Woźniak) wraz ze swoją młodą żoną Zofią (Anna Borucka) mógł żyć szczęśliwie. I po raz kolejny możemy się przekonać, że los Halki nadal nie jest nam obojętny, że kochamy ją za jej szlachetność duszy, za szczerość, mimo że wręcz graniczy ona z naiwnością. I w tym zapewne do dziś tkwi siła tego Moniuszkowskiego utworu.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"