Uciekający w panice ludzie, porzucone rzeczy, ranni opatrywani w sklepach i niepewność, czy napastnik nie zaatakuje ponownie. Świadkowie sobotniego zamachu na Rynku Głównym w Krakowie opowiadają dziennikarzom Radia Kraków o dramatycznych chwilach, które na długo pozostaną w ich pamięci. Dwoje młodych krakowian obserwowało ucieczkę tłumu z okien Sukiennic. Kierowcy meleksów mówią o ogromnym szczęściu, a krakowscy dorożkarze walczą o zdrowie i życie. W ataku zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych.
„Na ich twarzach było wypisane, że walczą o życie”
Dwoje młodych krakowian, z którymi rozmawiała reporterka Radia Kraków, w chwili rozpoczęcia ataku przebywało w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Przez przypadek stali się świadkami dramatycznych wydarzeń rozgrywających się na Rynku Głównym.
Najpierw usłyszeli huk. Kiedy spojrzeli przez okno, zobaczyli przejeżdżający samochód i ludzi, którzy w panice uciekali z placu.
Duża część osób zaczęła się ewakuować z płyty Rynku. Część rzeczywiście wbiegła do muzeum, inni rozbiegli się w różnych kierunkach. Było na ich twarzach wypisane, że walczą o życie – relacjonuje jeden ze świadków.
W muzeum rozpoczęło się nerwowe oczekiwanie na informacje o tym, co wydarzyło się na zewnątrz. Osoby przebywające w budynku nie wiedziały, czy napastnik został zatrzymany ani czy są już bezpieczne.
Nastąpiła godzina czekania na to, co się wydarzy. Dzwonienia do znajomych, do rodziny, którzy mogli być wtedy w Krakowie. Szukania w internecie jakichkolwiek wiadomości o tym, co się wydarzyło, czy sprawca został złapany, czy jest już bezpiecznie. Taki bardzo ciężki moment, w którym nie wiadomo było, czy zaraz ktoś nie wbiegnie do muzeum z pistoletem, czy nie zostaniemy zakładnikami, czy w ogóle przeżyjemy, czy nasi bliscy są bezpieczni – opowiada drugi ze świadków.
Dopiero po około godzinie służby przekazały osobom znajdującym się w muzeum, że zagrożenie minęło. Pozwolono im opuścić budynek, wskazując bezpieczną drogę ewakuacji.
Kraków po tragicznej strzelaninie. Ponad stu świadków, ponowne oględziny Rynku i wciąż nieznany motyw sprawcy
Kierowcy meleksów: „Zostawiliśmy wszystko i uciekaliśmy”
O ogromnym szczęściu mówią kierowcy meleksów, którzy na co dzień przewożą turystów po centrum Krakowa. Jeden z postojów znajduje się w rejonie ulic Szczepańskiej i Sławkowskiej, gdzie według relacji świadków rozpoczął się atak.
W momencie tragedii pojazdy znajdowały się jednak w innym miejscu.
Słyszeliśmy strzały. Nie widzieliśmy bezpośrednio samochodu, ale było słychać. Nigdy nie zdarzają się takie rzeczy. Ale jak zobaczyłem ludzi uciekających, zostawiliśmy to wszystko i tak samo uciekaliśmy – mówi jeden z kierowców.
Inny zwraca uwagę, że gdyby meleksy stały wówczas na swoim zwyczajowym postoju, liczba poszkodowanych mogłaby być większa.
Szczęśliwie nikt na tamtym rogu nie stał, a z reguły dalej na Sławkowskiej stoją meleksy i mogło być więcej ofiar.
Kierowcy przyznają, że wciąż wracają myślami do sobotnich wydarzeń. Tragedia wpłynęła również na ich podejście do codziennej pracy.
Cały czas po prostu o tym myślimy, rozmawiamy. Nie spodziewamy się też, że będzie zainteresowanie wycieczkami. Ludzie mają teraz inne rzeczy na głowie niż zwiedzanie – mówi jeden z rozmówców Radia Kraków.
Czterech dorożkarzy rannych. Dwie osoby w śpiączce farmakologicznej
Znacznie tragiczniejsze konsekwencje atak miał dla krakowskich dorożkarzy. Ich postój znajduje się na trasie przejazdu napastnika, między rejonem skrzyżowania ulic Sławkowskiej i Szczepańskiej a Bazyliką Mariacką.
Ranne zostały cztery osoby: trzy kobiety i mężczyzna. Dwie z nich znajdują się w śpiączce farmakologicznej.
O stanie poszkodowanych opowiedział Radiu Kraków Eryk Nęcek ze Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich.
Jedna osoba została postrzelona w nogę oraz w rękę. Jest już po operacji. Czeka ją bardzo długa rehabilitacja. Straciła niestety też palec u ręki. Druga osoba została postrzelona w szyję, też już została zaopatrzona.
Najpoważniejszy jest stan dwojga pozostałych dorożkarzy.
Niestety dwie osoby dalej są w śpiączce. Dwie najciężej ranne. Kolega, który ma pięćdziesiąt lat, Piotr, oraz nasza koleżanka Basia, która dostała dwie kulki: jedną obok aorty, drugą obok kręgosłupa – relacjonuje Eryk Nęcek.
Dla środowiska krakowskich dorożkarzy sobotnia tragedia oznacza dramat ludzi, którzy w chwili ataku wykonywali swoją codzienną pracę w jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc miasta.
„Jestem pełen podziwu dla tego policjanta”. Dr Sokołowski o zatrzymaniu napastnika
Śledczy wrócili na Rynek Główny. Trwają szczegółowe oględziny
W niedzielę policjanci i prokuratorzy kontynuują czynności na miejscu sobotniego zamachu. Ponownie sprawdzana jest trasa przejazdu napastnika oraz miejsca, w których padły strzały.
Śledczy szukają między innymi łusek po nabojach, śladów krwi i innych materiałów mogących mieć znaczenie dla postępowania. Małopolska policja nie podaje terminu zakończenia oględzin.
Szef MON: sprawca ataku w Krakowie nie był i nie jest żołnierzem
Sobotni atak na Rynku Głównym w Krakowie pochłonął życie sześciu osób. Szesnaście zostało rannych, w tym dwóch policjantów. Napastnik został ranny podczas wymiany ognia z funkcjonariuszami.