– Jestem pełen podziwu dla policjanta, który mimo odniesionych obrażeń zdołał obezwładnić napastnika – mówił na antenie Radia Kraków dr Mariusz Sokołowski, były rzecznik komendanta głównego policji. W rozmowie wyjaśnił, jakie czynności prowadzą teraz śledczy, czy polska policja była przygotowana na podobne zagrożenia i czy fizyczne zabezpieczenie Rynku Głównego mogłoby zapobiec tragedii. Zaapelował również do polityków, by nie wykorzystywali dramatycznych wydarzeń do własnych celów.
Chciałbym zapytać, co teraz robi policja. Wiemy, że napastnik został postrzelony, zatrzymany i znajduje się w rękach służb. Jakie czynności są obecnie prowadzone?
Dr Mariusz Sokołowski: Przed policjantami jest bardzo wiele pytań, na które muszą znaleźć odpowiedzi. Przede wszystkim skąd sprawca miał broń, w jaki sposób wszedł w jej posiadanie i czy ktoś pomagał mu w przygotowaniu tego ataku.
Strzelanina na Rynku Głównym w Krakowie. Sześć osób nie żyje, 15 rannych. Co wiemy o sprawcy?
Konieczne będzie odtworzenie ostatnich godzin, dni, a nawet miesięcy jego życia. Trzeba ustalić, jak przygotowywał się do tego, co zrobił, oraz czy kontaktował się z innymi osobami, które mogły mieć z tym związek.
Dzisiaj bardzo niewiele wiemy o samym sprawcy, jego motywach i przygotowaniach. Podejrzewam, że właśnie na tych kwestiach koncentrują się teraz policjanci kryminalni prowadzący postępowanie.
Na Rynku Głównym pracują służby, ustawiono namioty i autobusy, w których zbierane są zeznania świadków. A tych musi być bardzo wielu. Sobotnie popołudnie, piękna pogoda, setki, jeśli nie tysiące osób w centrum Krakowa. Wiemy też, że zginęło sześć osób, a kilkanaście zostało rannych, w tym bardzo ciężko.
Chciałbym jednak zapytać szerzej: czy polska policja jest przygotowana na takie ataki? Do tej pory podobne wydarzenia kojarzyły nam się przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi czy Europą Zachodnią. W Polsce mieliśmy poczucie, że jesteśmy bezpieczni. Czy policjanci również tak myśleli?
Dr Mariusz Sokołowski: W polskiej policji od lat prowadzone były rozmowy, analizy i szkolenia dotyczące podobnych sytuacji.
Czy policjanci byli w pełni gotowi? Myślę, że nikt nigdy nie jest całkowicie przygotowany na moment, w którym nagle padają strzały i giną ludzie.
Jednak funkcjonariusze muszą wówczas bardzo szybko przystąpić do działania. Ich podstawowym zadaniem jest jak najszybsze dotarcie do sprawcy i unieszkodliwienie źródła zagrożenia.
W takich okolicznościach policjanci mają podstawy do użycia najpoważniejszego środka przymusu, jakim dysponują, czyli broni palnej.
Musimy jednak pamiętać, że każde takie zdarzenie jest inne. Oczekujemy od policjantów zimnej krwi, odpowiedniego przygotowania i wzajemnego zabezpieczania się podczas interwencji.
Tutaj mieliśmy do czynienia z niezwykle dynamiczną sytuacją. Sprawca przemieszczał się z miejsca na miejsce, a funkcjonariusze nie mogli przewidzieć, gdzie zaatakuje ponownie.
Strzelanina w Krakowie. Śledczy sprawdzają, czy sprawca działał sam
Dlatego najważniejsze było jak najszybsze dotarcie na miejsce, obezwładnienie napastnika i udzielenie pomocy poszkodowanym.
Pamiętam, że szkolenia dotyczące takich zagrożeń prowadzono w polskiej policji już po zamachach z 11 września 2001 roku w Nowym Jorku. Później analizowano również wydarzenia w Londynie i Madrycie.
Polscy policjanci wyjeżdżali za granicę, zapraszali funkcjonariuszy z innych państw i wymieniali się doświadczeniami. Szczegółowo analizowano także ataki, do których dochodziło w Niemczech.
Pytanie jednak, w jakim stopniu ta wiedza dociera do wszystkich funkcjonariuszy.
Pamiętajmy, że w Krakowie interweniowali policjanci, którzy na co dzień zajmują się przede wszystkim interwencjami domowymi, zatrzymywaniem drobnych złodziei czy dilerów narkotykowych.
A w takiej sytuacji oczekujemy od nich natychmiastowej reakcji, dotarcia do uzbrojonego sprawcy i jego obezwładnienia. I właśnie to dzisiaj zrobili.
Nawet ryzykując własnym życiem.
Dr Mariusz Sokołowski: Dokładnie. Nawet ryzykując własnym życiem i zdrowiem.
Jestem pełen podziwu dla policjanta, który został ostrzelany z broni automatycznej i odniósł obrażenia, a mimo to zdołał obezwładnić napastnika.
Z tego, co wiemy, dopiero po unieszkodliwieniu sprawcy funkcjonariusz osunął się na ziemię.
A jaka lekcja płynie z tych wydarzeń dla nas wszystkich? Czy krakowianie i turyści zachowali się właściwie? Wiemy, że były problemy z opróżnieniem Rynku Głównego i okolic. Dopóki ludzie nie widzieli bezpośredniego zagrożenia życia, nie zawsze wykonywali polecenia służb.
Dr Mariusz Sokołowski: Obserwowałem różne nagrania pojawiające się w internecie. Widać na nich, że część osób zachowywała się właściwie. Ludzie uciekali, szukali schronienia w miejscach, do których sprawcy trudno byłoby dotrzeć.
Strzelanina w Krakowie. Dariusz Nowak: To wygląda na atak terrorystyczny. Czy można było mu zapobiec?
Ale byli też tacy, którzy traktowali to jako wydarzenie, które koniecznie trzeba zobaczyć i nagrać.
Z dużym niepokojem patrzyłem na ludzi biegnących w kierunku miejsca, z którego dochodziły strzały.
Musimy przypomnieć sobie podstawowe zasady bezpieczeństwa. Kiedy padają strzały, powinniśmy jak najszybciej znaleźć osłonę, która może ochronić nas przed pociskami. W razie potrzeby trzeba paść na ziemię i szukać bezpiecznego schronienia.
Nie wyciągamy telefonu, żeby nagrywać, i nie zbliżamy się do miejsca, w którym nadal może występować zagrożenie.
Jeżeli na miejscu są policjanci, bezwzględnie stosujemy się do ich poleceń.
Jeśli funkcjonariusze nakazują opuszczenie określonego terenu, musimy to zrobić. Policjanci mogą przecież jeszcze nie wiedzieć, czy sprawca działał sam, czy w pobliżu znajdują się inne niebezpieczne osoby.
Czy to, co wydarzyło się dzisiaj na Rynku Głównym, oznacza koniec naszej beztroski? Koniec przekonania, że Polska jest oazą spokoju, a strzelaniny i masowe zabójstwa zdarzają się gdzieś daleko, ale nie u nas? Czy po tej tragedii coś bezpowrotnie się zmieni?
Dr Mariusz Sokołowski: Myślę, że wiele osób, obserwując wydarzenia za naszą zachodnią granicą, zdawało sobie sprawę, że podobne ataki mogą kiedyś wydarzyć się również w Polsce.
Przypomnijmy chociażby zamachy, podczas których sprawcy wjeżdżali samochodami w tłumy ludzi na jarmarkach bożonarodzeniowych.
Nieraz słyszałem opinie, które sam również podzielałem, że nie jest to pytanie, czy coś podobnego wydarzy się u nas, ale kiedy.
W Polsce również obserwowaliśmy zjawiska radykalizacji, ideologizacji i rosnącego braku poszanowania dla ludzkiego życia.
Niedawne ataki z użyciem noży w szkołach, wymierzone w uczniów czy nauczycieli, pokazywały, że w naszym społeczeństwie dzieje się coś niepokojącego.
Teraz mamy do czynienia z człowiekiem, który sięgnął po broń długą i zaczął strzelać do innych ludzi.
Po zamachach na World Trade Center w 2001 roku świat zmienił się pod względem postrzegania zagrożenia terrorystycznego.
Później, po kolejnych atakach, mówiliśmy, że Europa już nigdy nie będzie taka sama.
A my przez cały czas wierzyliśmy, że nas to nie dotyczy, że podobne tragedie będą wydarzać się gdzieś obok. Dzisiaj okazało się, że takie zagrożenie może pojawić się również u nas.
Czy powinniśmy zareagować także poprzez wprowadzenie fizycznych zabezpieczeń?
Napastnik bez większego problemu wjechał samochodem na Rynek Główny, jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w Krakowie.
Czy należałoby rozważyć ustawienie barier uniemożliwiających wjazd na Rynek i inne place, gdzie gromadzą się ludzie? A może to droga donikąd, ponieważ zawsze znajdzie się inne miejsce, którego nie da się w ten sposób zabezpieczyć?
Dr Mariusz Sokołowski: W pewnym sensie sam pan odpowiedział na to pytanie.
Analizując podobne wydarzenia w Niemczech, gdzie napastnicy wjeżdżali samochodami w tłumy ludzi, również zwracałem uwagę, że nie da się zablokować wszystkich dróg.
Oczywiście możemy minimalizować ryzyko w miejscach, w których gromadzi się dużo pieszych. Można instalować bariery techniczne i inne zabezpieczenia.
Ale wtedy potencjalny sprawca może wybrać zupełnie inne miejsce, gdzie również będzie dużo ludzi. Może to być zwykła ulica, którą codziennie przemieszczają się mieszkańcy.
Dlatego równie ważna jest czujność służb i nas wszystkich.
Powinniśmy zwracać uwagę na informacje, które mogą wskazywać na przygotowania do przemocy. Jeżeli na przykład ktoś w internecie publikuje niepokojące treści czy przejawia szczególne zainteresowanie przygotowywaniem podobnych ataków, warto poinformować o tym odpowiednie służby.
Nie powinniśmy obawiać się przekazywania takich sygnałów. To element prewencji, który pozwala sprawdzić potencjalne zagrożenie, zanim dojdzie do tragedii.
Takie działania mogą ograniczyć ryzyko podobnych wydarzeń. Całkowicie wyeliminować go jednak nie jesteśmy w stanie.
Pamiętamy przecież reakcje na wcześniejsze informacje o możliwych zamachach. Pojawiało się niedowierzanie, czasami nawet kpiny. Niektórzy uważali, że ktoś tylko się przechwala, a przecież nie zamierza naprawdę przeprowadzić ataku.
Dzisiaj widzimy, że czasem dochodzi do najtragiczniejszego scenariusza.
Dr Mariusz Sokołowski: Z bezpieczeństwa nie należy żartować.
Muszę powiedzieć, że z dużym niepokojem i zdziwieniem słuchałem wypowiedzi niektórych polityków, którzy dyskredytowali działania policji i próbowali nadawać im polityczny kontekst.
Chciałbym za państwa pośrednictwem zaapelować: zostawmy policję poza polityką.
Pozwólmy funkcjonariuszom spokojnie pracować i prowadzić działania, które mają zapobiegać podobnym tragediom. Nie traktujmy policji jako narzędzia walki politycznej.
Również dzisiaj apeluję do polityków, aby powstrzymali się od wykorzystywania tragicznych wydarzeń w Krakowie do realizowania własnych interesów.
Powinniśmy przede wszystkim myśleć o bezpieczeństwie.
Czasami odnoszę jednak wrażenie, że niektórych polityków bardziej interesują korzyści polityczne, jakie mogą osiągnąć dzięki podobnym wydarzeniom, niż rzeczywiste działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa.
Naszym gościem był dr Mariusz Sokołowski, inspektor policji w stanie spoczynku i były rzecznik komendanta głównego policji. Bardzo dziękuję za rozmowę.