Staw Płaszowski, nazywany też Małymi Bagrami to popularne wśród krakowian miejsce letniego wypoczynku. Niestety, jak się okazuje, jest też notorycznie zaśmiecane. O sprawie zaalarmowali słuchacze Radia Kraków.
Posłuchaj materiału Bartłomieja Grzankowskiego
Po dotarciu na miejsce, okazało się, że tereny wokół stawu wyglądają fatalnie. Porozrzucane butelki, stare kartony i worki ze śmieciami pozostawione tuż przy samym brzegu. Nasze obserwacje potwierdzają sami mieszkańcy tych okolic i klienci okolicznych sklepów.
"Wyrzucają ludzie co się da. Butelki, worki po śmieciach. Tu powinno być przyjemnie. Można by zrobić tu ławeczki, ścieżki rowerowe" - mówią w rozmowie z reporterem Radia Kraków mieszkańcy.
Mieszkańcy wskazywali też, że miasto nie chce zająć się tym obszarem. Okazuje się jednak, że tylko niewielka część Stawu Płaszowskiego należy do Krakowa. Reszta jest w rękach PKP lub w dzierżawie u prywatnych właścicieli. Jak udało nam się dowiedzieć, w przypadku jednej z działek jest ich nawet 8! Katarzyna Przyjemska-Grzesik z Zarządu Zieleni Miejskiej powiedziała w rozmowie z Radiem Kraków, że w sprawie stawu pomoc jest możliwa, choć na razie tylko doraźnie.
"Nadzieja jednak jest. Przykład widzieliśmy we wspólnej z mieszkańcami akcji sprzątania okolic rzeki Dłubni. 16 kwietnia mieszkańcy Podgórza będą sprzątać okolice Stawu Płaszowskiego" - podkreśla Katarzyna Przyjemska-Grzesik.
Jak powiedział w rozmowie z Radiem Kraków rzecznik krakowskiego MPO, Piotr Odorczuk, problem śmieci wokół stawu Płaszowskiego faktycznie pojawia się co jakiś czas. "Dzikie wysypiska pojawiają się najczęściej na wiosnę" - mówi Odorczuk.
Piotr Odorczuk dodał także, że większość śmieci, które znaleziono wokół stawu można było... bezpłatnie składować w miejskiej lamusowni krakowskiego MPO.
(Bartłomiej Grzankowski/ew)