Aleksander Miszalski alarmuje o zaakceptowanej przez Sejm nowelizacji Ustawy o obronie Ojczyzny. Chodzi o fotografowanie, filmowanie i utrwalanie wizerunku obiektów szczególnie ważnych dla bezpieczeństwa i obronności państwa. Kandydat Koalicji Obywatelskiej twierdzi jednak, że rządzącym nie chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa Polski, a o kolejne powody do kontrolowania obywateli. W razie podejrzenia o nieumyślne szpiegostwo odpowiednie służby będą mogły zarekwirować telefon lub sprzęt fotograficzny i przejrzeć ich zawartość.
Posłuchaj wypowiedzi
Cofamy się tą ustawą do lat PRL-u, kiedy również obowiązywał zakaz fotografowania. Jest to cenzura, która może być wykorzystana w sposób naprawdę drastyczny dla nie tylko zawodowych fotografów, filmowców, ale dla każdego z nas, który wyciągnie swój telefon i sfotografuje jakiś obiekt, który na takiej liście się znajdzie.
Przepis będzie dotyczył budynków oznaczonych tabliczką z napisem "zakaz fotografowania". Miszalski podkreśla, że konsekwencje jego złamania dotkną nie tylko zawodowych fotografów. Dowolny człowiek, który nawet nieświadomie zrobi zdjęcie obiektu objętego zakazem, podlega karze grzywny bądź aresztu. Nieunikniona będzie także konfiskata sprzętu - czy to profesjonalnego aparatu, czy zwykłego smartfona.