Matka z nastolatkiem, która w środę wybrała się na Rysy, odnalazła się po słowackiej stronie. Jak się okazało, gdy podchodząc na Rysy zorientowali się, że nadchodzi burza, postanowili dla własnego bezpieczeństwa zejść na stronę naszych południowych sąsiadów.
Tomasz Wojciechowski, ratownik dyżurny TOPR dodaje też, że turystka wysłała sms do znajomego informując o sytuacji, ale ten z powodu braku zasięgu dotarł do adresata dopiero dzisiaj rano. W międzyczasie, gdy mężczyzna poinformował centralę TOPR o smsie, którego dostał od turystki, ratownicy natknęli się na poszukiwaną parę, która właśnie po noclegu na słowackiej stronie wracała na szlak.
Ratownicy podkreślają, że turystka z synem zachowała się wzorowo i w tej sytuacji zawiodła po prostu komunikacja. Sms dotarł po prostu zbyt późno. TOPR ostrzega, że nad Tatrami w ostatnich dniach przechodzą gwałtowne burze a w strefie wysokogórskiej wciąż są miejsca gdzie na szlakach zalega zlodowaciały i śliski śnieg.
Przypomnijmy, około 3.00 rano do centrali TOPR zadzwonił mężczyzna, który zgłosił zaginięcie swojej znajomej z synem. Z jego relacji wynikało, że wspólnie wchodzili wczoraj na Rysy, jednak około 11.00, niedaleko od wierzchołka, turysta postanowił zawrócić.
Od tamtego czasu nie mógł się skontaktować ani z kobietą ani też z jej 16-letnim synem. TOPR jak zwykle w takich sytuacjach sprawdził tatrzańskie schroniska, jednak bez rezultatu i rano szlakiem na Rysy wyruszył dyżurujący w Morskim Oku ratownik TOPR.
Rejon Rysów przeczesywał też śmigłowiec policyjny. Zgodnie z optymistycznymi przypuszczeniami, kobieta wraz z synem zeszli bezpiecznie i po prostu nie było z nimi kontaktu.
Przypominamy: Tragiczny finał poszukiwań turysty w Tatrach
Przeczytaj: Poszedł z 5-latkiem na Orlą Perć i może usłyszeć zarzuty
Czytaj także: Plaga nieprzygotowanych turystów w Tatrach
Przypominamy: Wypadki w Tatrach. Zginęła turystka, jedna osoba ranna
(Przemysław Bolechowski/ko)