Przypomnijmy, tuż po świętach wielkanocnych w 2015 roku mężczyzna wjechał samochodem w bariery i ekrany akustyczne. Sąd na razie zajmuje się sprawą prowadzenia samochodu przez mężczyznę w stanie nietrzeźwości. Badanie alkomatem przeprowadzone kilka godzin po wypadku wskazało niecałe pół promila alkoholu. Zdaniem biegłego w momencie wypadku mężczyzna miał jednak dwa razy więcej. 54-letni kierowca nie przyznaje się do winy.
Posłuchaj co mówi sędzia Tomasz Kozioł
- Mężczyzna twierdzi, że nie wie skąd w jego organizmie wziął się alkohol. Jak twierdzi, alkohol pił w pierwszy dzień świąt, kiedy wypił 3 - 4 kieliszki wódki. Jak podaje, w dniu, w którym doszło do wypadku, nie pił żadnego alkoholu, natomiast palił papierosy, pił kompot, wodę mineralną i zjadł jabłko. Oskarżony twierdzi, że w pewnym momencie stracił przytomność - relacjonuje sędzia Tomasz Kozioł.
Mężczyźnie grozi nie tylko kara więzienia, ale także konieczność pokrycia kosztów naprawy szkód na autostradzie koło Bochni. Wyniosły one 100 tysięcy złotych.
Sąd w Bochni w osobnym procesie będzie zajmował się kwestią spowodowania zagrożenia dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Za co grozi areszt, ograniczenie wolności, albo grzywna. Grozi mu także zakaz prowadzenia pojazdów. Po wypadku zatrzymano mu prawo jazdy.
(Bartłomiej Maziarz/ko)