Współczesny malarz Marcin Maciejowski po raz kolejny "interweniuje" na wawelskim wzgórzu. W Zamku Królewskim na Wawelu z Marcinem Maciejowskim rozmawia Justyna Nowicka.
Posłuchaj podcastu
Prace Maciejowskiego, absolwenta krakowskiej ASP, pozostają w otwartym dialogu zarówno ze współczesnością, sprawami dnia codziennego, kulturą masową, jak i historią sztuki, a szczególnie historią malarstwa dawnych mistrzów. Stąd jego zadomowienie w Zamku Królewskim na Wawelu, o którym sam mówi często, że zmienił jego życiowe wybory.
Marcin rysuje Zamek wawelski od wielu lat. Ostatnie lata to zacieśnienie tej współpracy - obrazy Maciejowskiego najpierw towarzyszyły głośnej wystawie arrasów na Wawelu, a pod koniec ubiegłego roku wplecione zostały w stałą ekspozycję w wawelskich komnatach, zatytułowaną "Dwie epoki". Jeszcze w tym roku, nakładem Wawelu, ukaże się album, gromadzący wawelskie rysunki Marcina Maciejowskiego. Rezydencja polskich królów jest jedną z najważniejszych przygód artystycznych krakowskiego artysty. Dlaczego Wawel go inspiruje, jak przetwarza świat sztuki dawnej na swoich rysunkach i obrazach?
- Na Wawelu pojawiają się różne łacińskie sentencje, jest też taki napis "Wawel, poczucie wspólnoty ponad czasem". I kiedy mnie pytasz, czym jest ten Wawel dla mnie, to między innymi tym właśnie... Poczuciem wspólnoty poza czasem. Krytyk sztuki Łukasz Gorczyca napisał tekst podsumowujący moje rysunki o Wawelu i kończy takim zdaniem:" jako artysta wierny jest konserwatywnemu przekonaniu o ciągłości kultury, ale zarazem przyjmuje radykalną perspektywę fizyki kwantowej, ucząc nas równoległego życia w różnych czasach i przestrzeniach kultury i sztuki. On ubrał w słowa, to co czuję, kiedy myślę o Wawelu - mówi artysta.
Interwencja artystyczna Dwie epoki Marcina Maciejowskiego to kolejne spotkanie ze wzgórzem wawelskim. Artysta, uwieczniając swoim smartfonem zwykłe, codzienne chwile, przenosi utrwalone cyfrowo kompozycje na papier, w formie rysunków, by następnie tworzyć obrazy olejne. Prezentacja dwóch dzieł z dorobku malarza: Konstancja Austriaczka (Zamek Pieskowa Skała) oraz Reszta rzeczywistości wydaje się aktualnie zbyt abstrakcyjna, zabiera nas do jego świata, w którym język sztuki współczesnej spotyka się ze sztuką dawną. Pokaz dowodzi, że sztuka dawna wciąż inspiruje i czeka na nowe interpretacje. Oba obrazy odnoszą się do obecności współczesnego odbiorcy we wnętrzach muzealnych (odpowiednio w Zamku Pieskowa Skała i Kunsthistorisches Muzeum w Wiedniu), stanowiąc kontrapunkt do dzieł malarstwa dawnego prezentowanego w historycznych komnatach zamku wawelskiego. Dwie różne epoki widoczne są również w warstwie malarskiej; oba dzieła na pierwszym planie ukazują kobiety reprezentujące dwa różne światy – postać historyczną, od 1605 roku żonę Zygmunta III Wazy i polską królową, zastygłą w dostojnej, reprezentacyjnej pozie, oraz kobietę współczesną, zamyśloną i ukazaną w pozie swobodnej - tłumaczy kuratorka pokazu Lidia Brzyska.
- Wawel inspiruje mnie i nastraja. Tu się naprawdę dużo dzieje. Moje wawelskie rysunki miały być już wydane w maju, ale było ich wtedy kilka zaledwie. Pomyślałem, że muszę dorysować coś jeszcze, bo właściwie mam w głowie całą wawelską symfonię i od dawna rysuję tą swoją "Sykstynę" (oczywiście nie porównuję się z Michałem Aniołem!). A rysunki są bardzo różne, pełne dygresji, reakcji, na to się dzieje, cytatów. Książka się kończy tak, że jesteśmy właśnie w MSN-ie i dzwoni do mnie ktoś z Wawelu, pytając o rysunki. Jesteśmy w Warszawie, patrzymy na budynek MSN-u. Patrzymy na ten budynek z okna hotelu, hotelu Polonia, w którym się kiedyś zatrzymał Malewicz. Te okna na białej ścianie muzeum kojarzą mi się z Malewiczem i myślę sobie, że MSN to taki Wawel, tylko że nowoczesny. I że tak jak Wawel jest symbolem dla dawnej kultury i sztuki, tak MSN może się stać symbolem dla nowej sztuki - mówi.