Na początku Nowego Roku chętnie sięgamy po horoskopy, by dowiedzieć się, co przyniosą kolejne miesiące. Choć często traktujemy je z przymrużeniem oka, badania pokazują, że magia, wróżby i talizmany wciąż mają się w Polsce zaskakująco dobrze. Ponad połowa Polaków czyta horoskopy, co siódmy był u wróżki, a co szósty na jakimś etapie życia wierzył w moc talizmanu (CBOS). Dlaczego tak się dzieje w kraju, który uważa się za religijny i racjonalny? Skąd bierze się potrzeba sięgania po to, co nadprzyrodzone – i czy takie wierzenia mogą nam w czymś pomóc, czy raczej zaszkodzić? W "Wieczornej Terapii" rozmawiamy o przesądach, horoskopach, wróżkach i magii. Marcin Szafrański, psycholog i psychoterapeuta, tłumaczy psychologiczne mechanizmy stojące za wiarą w okultyzm, poczuciem kontroli nad losem oraz potrzebą prostych odpowiedzi w niepewnym świecie. Zaprasza Violetta Gawlik.
Horoskopy i talizmany jako sposób na niepewność
Początek roku sprzyja całorocznym horoskopom i pytaniom o przyszłość — nawet jeśli traktujemy je z przymrużeniem oka. Według danych CBOS horoskopy czyta ponad połowa Polaków, a część osób była u wróżki lub korzystała z talizmanu. Marcin Szafrański zwraca uwagę, że religijność wcale nie musi działać jak „bezpiecznik” przed podobnymi przekonaniami.
„Religijność nie jest żadnym zabezpieczeniem przed tego rodzaju przekonaniami” — mówił, dodając, że skłonność do wiary w siły porządkujące rzeczywistość potrafi iść w parze z religijnym myśleniem o świecie.
U podstaw popularności horoskopów leży prosty mechanizm: mózg chce porządkować chaos. Szafrański tłumaczy, że mamy naturalną tendencję do wyszukiwania wzorców i redukowania niepewności — a gdy brakuje nam danych, łatwo sięgamy po wyjaśnienia „łatwe do zastosowania”, choć często bez związku z faktami.
Posłuchaj rozmowy:
Dlaczego horoskop „pasuje”: złudzenie potwierdzenia i ulga z oddania kontroli
Horoskopy są zwykle pisane na tyle ogólnie, by każdy mógł odnaleźć w nich coś dla siebie. Szafrański opisuje w tym kontekście mechanizm selektywnego zapamiętywania:
„Złudzenie konfirmacyjne polega na tym, że… jeśli coś się sprawdza, mówimy: ‘aha, przecież czytałem o tym w horoskopie’, a jeśli się nie sprawdza — pomijamy tę informację.”
W praktyce wystarczy kilka „trafień”, by poczuć, że „coś w tym jest”.
Gość "Wieczornej terapii" rozróżnia też dwa sposoby korzystania z takich treści: jedni traktują je proaktywnie, jako impuls do działania, inni — pasywnie, jako filtr, przez który dopasowują wydarzenia do przeczytanej przepowiedni. Zwraca przy tym uwagę, że czasem sama wiara w istnienie „punktu odniesienia” w chaotycznym życiu daje ulgę. Bywa, że podobne przekonania zmniejszają poczucie odpowiedzialności: jeśli coś poszło nie tak, łatwiej uznać, że „tak miało być”, bo zadecydował układ planet czy los.
Do czego prowadzi ślepe posłuszeństwo?
Wątek talizmanów prowadzi do jeszcze jednej obserwacji: choć to nieracjonalne, u części osób działa jak psychologiczne wsparcie. Szafrański przywołał badania nad „lucky charmami”, z których wynika, że u osób stosujących takie „gadżety” mogą pojawiać się realne korzyści — nie dlatego, że przedmiot ma moc sprawczą, ale dlatego, że uspokaja.
„Działa to trochę jak efekt placebo… w odniesieniu do tego, że się uspokajamy” — mówi.
A spokojniejsza głowa oznacza lepszą koncentrację i mniejsze napięcie, na przykład w sytuacjach egzaminacyjnych.
Ciemniejsza strona horoskopów. Co z podatnością na manipulacje?
Obok możliwych korzyści wybrzmiały również zagrożenia, szczególnie wtedy, gdy alternatywne praktyki wypierają realne leczenie. Szafrański zaznacza, że minusy zależą od sytuacji, ale w najprostszym wariancie wiara w „magiczne” rozwiązania może hamować sprawczość.
„Wiara w magiczne rozwiązania może powodować zaniechanie działania i zaniechanie rozwiązywania problemów” — podkreślał, wskazując, że amulet jako dodatek może komuś pomóc, ale jako zamiennik realnych działań potrafi szkodzić.
Pranie mózgu (brainwashing): jak działa i kto jest na niego podatny?
W historii przekonania „magiczne” bywały splatane z uprzedzeniami i prowadziły do przemocy, a dziś mogą łączyć się z innymi formami bezkrytycznego przyjmowania informacji. Marcin Szafrański powołuje się na wyniki badań, które sugerują związek między wiarą w horoskopy czy talizmany a większą skłonnością do ufania odpowiedziom generowanym przez sztuczną inteligencję — nawet gdy te odpowiedzi są ewidentnie błędne. W jego ocenie to ważny trop w czasach zalewu treści i manipulacji.
Dlaczego tak chętnie sięgamy po rady wróżek? Motywacji jest wiele, jak przyznaje nasz gość. Od chęci „zajrzenia w przyszłość”, po potrzebę rozmowy o sobie w specyficznym „bezpiecznym” rytuale. Zauważał, że dobra wróżka potrafi wydobyć informacje od klienta i ułożyć odpowiedź tak, by brzmiała przekonująco. Dla części osób to także sposób na przeżycie rytuału i uporządkowanie emocji, bez konfrontacji z tym, z kim „powinno się” o problemie porozmawiać.
Nie zapominajmy też o przesądach codziennych, które tak bardzo utrwaliły się w naszej kulturze — od czarnego kota po „usiądź na chwilę, gdy wracasz po zapomnianą rzecz”. Szafrański tłumaczy ich trwałość prostym rachunkiem: skoro koszt obejścia drabiny jest minimalny, a „kara” w wyobraźni wysoka, wielu ludzi wybiera ostrożność, nawet gdy deklaruje, że w to nie wierzy.
Dlaczego horoskop „pasuje”: złudzenie potwierdzenia i ulga z oddania kontroli
Horoskopy są zwykle pisane na tyle ogólnie, by każdy mógł odnaleźć w nich coś dla siebie. Szafrański opisuje w tym kontekście mechanizm selektywnego zapamiętywania:
„Złudzenie konfirmacyjne polega na tym, że… jeśli coś się sprawdza, mówimy: ‘aha, przecież czytałem o tym w horoskopie’, a jeśli się nie sprawdza — pomijamy tę informację.”
W praktyce wystarczy kilka „trafień”, by poczuć, że „coś w tym jest”.
Gość "Wieczornej terapii" rozróżnia też dwa sposoby korzystania z takich treści: jedni traktują je proaktywnie, jako impuls do działania, inni — pasywnie, jako filtr, przez który dopasowują wydarzenia do przeczytanej przepowiedni. Zwraca przy tym uwagę, że czasem sama wiara w istnienie „punktu odniesienia” w chaotycznym życiu daje ulgę. Bywa, że podobne przekonania zmniejszają poczucie odpowiedzialności: jeśli coś poszło nie tak, łatwiej uznać, że „tak miało być”, bo zadecydował układ planet czy los.
Do czego prowadzi ślepe posłuszeństwo?
Wątek talizmanów prowadzi do jeszcze jednej obserwacji: choć to nieracjonalne, u części osób działa jak psychologiczne wsparcie. Szafrański przywołał badania nad „lucky charmami”, z których wynika, że u osób stosujących takie „gadżety” mogą pojawiać się realne korzyści — nie dlatego, że przedmiot ma moc sprawczą, ale dlatego, że uspokaja.
„Działa to trochę jak efekt placebo… w odniesieniu do tego, że się uspokajamy” — mówi.
A spokojniejsza głowa oznacza lepszą koncentrację i mniejsze napięcie, na przykład w sytuacjach egzaminacyjnych.
Ciemniejsza strona horoskopów. Co z podatnością na manipulacje?
Obok możliwych korzyści wybrzmiały również zagrożenia, szczególnie wtedy, gdy alternatywne praktyki wypierają realne leczenie. Szafrański zaznacza, że minusy zależą od sytuacji, ale w najprostszym wariancie wiara w „magiczne” rozwiązania może hamować sprawczość.
„Wiara w magiczne rozwiązania może powodować zaniechanie działania i zaniechanie rozwiązywania problemów” — podkreślał, wskazując, że amulet jako dodatek może komuś pomóc, ale jako zamiennik realnych działań potrafi szkodzić.
Pranie mózgu (brainwashing): jak działa i kto jest na niego podatny?
W historii przekonania „magiczne” bywały splatane z uprzedzeniami i prowadziły do przemocy, a dziś mogą łączyć się z innymi formami bezkrytycznego przyjmowania informacji. Marcin Szafrański powołuje się na wyniki badań, które sugerują związek między wiarą w horoskopy czy talizmany a większą skłonnością do ufania odpowiedziom generowanym przez sztuczną inteligencję — nawet gdy te odpowiedzi są ewidentnie błędne. W jego ocenie to ważny trop w czasach zalewu treści i manipulacji.
Dlaczego tak chętnie sięgamy po rady wróżek? Motywacji jest wiele, jak przyznaje nasz gość. Od chęci „zajrzenia w przyszłość”, po potrzebę rozmowy o sobie w specyficznym „bezpiecznym” rytuale. Zauważał, że dobra wróżka potrafi wydobyć informacje od klienta i ułożyć odpowiedź tak, by brzmiała przekonująco. Dla części osób to także sposób na przeżycie rytuału i uporządkowanie emocji, bez konfrontacji z tym, z kim „powinno się” o problemie porozmawiać.
Nie zapominajmy też o przesądach codziennych, które tak bardzo utrwaliły się w naszej kulturze — od czarnego kota po „usiądź na chwilę, gdy wracasz po zapomnianą rzecz”. Szafrański tłumaczy ich trwałość prostym rachunkiem: skoro koszt obejścia drabiny jest minimalny, a „kara” w wyobraźni wysoka, wielu ludzi wybiera ostrożność, nawet gdy deklaruje, że w to nie wierzy.