W Polsce chociaż dotowane, jest zbyt mało doceniane i wykorzystywane. To społeczne ratownictwo medyczne: lekarze i medycy jednostek publicznych i społecznych m.in. PCK, Maltańskiej Służby Medycznej, Ochotniczej Straży Pożarnej i innych organizacji pożytku publicznego. Niejednokrotnie zespoły te mają więcej sprzętu niż państwowe ratownictwo medyczne a są równie profesjonalnie szkolone. Obecnie dyspozytor w pierwszej kolejności wywołuje do akcji karetki szpitalne a w ramach wsparcia, strażaków Państwowej Straży Pożarnej. Jednak w przypadku masowego zdarzenia, państwowy system ratownictwa utraci wydolność i potrzebne będzie wsparcie. - Myślę, że wykorzystanie ratowników nie jest jeszcze adekwatne do ich możliwości - przekonuje wojewódzki koordynator ratownictwa medycznego i jego współtwórca w Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie, asystent akademicki CM UJ lekarz i strażak bryg. Jacek Nitecki. W stanie Gotowości rozmawiała z nim Joanna Gąska.
Posłuchaj wypowiedzi
System ratownictwa w Polsce, składający się z wielu służb reguluje ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym z 8 września 2006 roku. Impulsem do jej powstania była katastrofa w katowickiej hali MTK. 28 stycznia, pod ciężarem śniegu, zawalił się dach. Zginęło 65 osób, a 170 zostało rannych. Po tej tragedii przystąpiono do tworzenia aktów prawnych, które zapewniłyby lepszą koordynację pracy wszystkich służb ratunkowych: zarówno pracowników pogotowia, policji, straży pożarnych, jak i innych jednostek, które mogą służyć pomocą osobom poszkodowanym. Przepisy regulują udział jednostek publicznych i organizacji społecznych współpracujących z PRM.
- Kluczem do uratowania człowiekowi życia przy zatrzymaniu krążenia, nie jest wypasiona karetka, wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt. Kluczem jest reakcja społeczeństwa na to, co się dzieje. Bo mamy 5 minut od zatrzymania krążenia do śmierci mózgu. Kluczem jest potęga wolontariatu, społecznego ratownictwa medycznego - podsumował bryg. Jacek Nitecki.