Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Rzeźbiarka, ogrodniczka i ekolożka. Ze swoim mężem stworzyła duet, który na zawsze zapisał się w historii powojennej polskiej ceramiki

Helena Husarska wykorzystała wszystkie atuty, jakie dał jej los. Z dziedzictwa swojej rodziny czerpała pełnymi garściami. A garści te miała pełne gliny, którą nowatorsko formowała, nadając jej barwy, o jakich wiele osób w szarej rzeczywistości PRL-u mogło jedynie marzyć. W przegorzalskiej dolinie prowadziła azyl dla ludzi i zwierząt, w którym schronienia szukał między innymi Stanisław Lem - pisze Alicja Zioło.

Rzeźbiarka, ogrodniczka i ekolożka. Ze swoim mężem stworzyła duet, który na zawsze zapisał się w historii powojennej polskiej ceramiki
Z książki "Krakowianki"

Posłuchaj rozmowy Sylwii Paszkowskiej z Alicją Zioło

Działalność artystyczna Husarskich była poniekąd możliwa właśnie dlatego, że Helena pochodziła z takiej familii, a nie innej, z dynastii ludzi, którzy osiągali sukces wielką pracą, nie dzięki swojemu pochodzeniu czy majątkowi odziedziczonemu po przodkach. Jej ojciec Stanisław Burtan był przypadkiem „od zera do milionera”, chłopskie dziecko, które zdobyło wykształcenie i w Krakowie zawojowało świat. Był właścicielem fabryki porcelany i to właśnie tam Helena po raz pierwszy zetknęła się z ceramiką, której poświęciła całe swoje życie.

Ćmielów było ich przedsiębiorstwem i ojciec czasem zabierał Helenę do pracy. Stykała się tam z projektantami porcelany. Później zaczęła zajmować się czymś pokrewnym. Jej działalność nie byłaby możliwa, gdyby nie to, że po swoich rodzicach odziedziczyła posiadłość w Przegorzałach, która przed wojną pełniła funkcję ich letniej willi w stylu włoskim, gdzie spotykała się elita. Po wojnie willa nie była już w rękach Husarskich. Z czasem zdołali wywalczyć dla siebie zaledwie jakieś mieszkanko w willi. Były tam różne instytucje, w tym szpital dla gruźlików. Ogród częściowo udało się odzyskać. Helena i jej mąż Roman robili rzeźby i różnego rodzaju kompozycje ceramiczne, mozaiki, używając gliny wykopanej w Lesie Wolskim we własnym ogrodzie w Przegorzałach. Ojciec wyposażył ją nie tylko w nieruchomość, pewność siebie, wykształcenie, ale też materiał, z którego te prace powstawały.

Dzisiaj jej prace można oglądać w bardzo wielu miejscach, tylko ludzie sobie nie zdają z tego sprawy. Roman i Helena Husarscy w latach 50. opracowali zupełnie nową technologię wykonywania wielkoformatowych dekoracji ceramicznych, którą wymyślili w odpowiedzi na tę nową pojawiającą się architekturę modernistyczną. Nazywała się piropiktura. Bardzo często używali gruzobetonu. Były to płyty wykonywane z betonu, w którym kruszywem był gruz pozyskany ze zrujnowanych miast polskich po II wojnie światowej.

Dekoracja techniką piropiktury znalazła się między innymi w dolnej części fasady hali Klubu Sportowego Korona przy ulicy Kalwaryjskiej w Krakowie. Ich prace wspólne można też zobaczyć w Muzeum Narodowym w Gmachu Głównym, a także między innymi w Kościele Chrystusa Króla w Przegorzałach.

Helena Husarska jako nauczycielka wraz ze swoim mężem zgromadziła wokół siebie grono ludzi, z którymi się czuli bezpiecznie. Ich ogromnym atutem był ogród w Przegorzałach i pracownia, którą prowadzili. Była ona tak daleko od centrum miasta, że mogli się tam czuć nieinfiltrowani przez władze komunistyczne.

Husarska zajmowała się ekologicznym ogrodnictwem, zanim to w ogóle było modne. Stworzyła ogród, który miał być bogatym, stabilnym ekosystemem. Dla zwierząt i owadów żyjących w Lesie Wolskim budowała stawy, sprowadzała różne gatunki roślin, których jej zdaniem brakowało w jej ogrodzie.

Jest słynna historia o orzechu wodnym, jedyna wodna roślina w Polsce, która produkuje owoce jadalne. Te orzechy celowo chciała mieć w swoim ogrodzie i właśnie z tego powodu dostała w prezencie sadzonkę. Ogród do dziś nosi jej imię i prowadzony jest przez jej potomków, którzy w miejscu dawnej pracowni Husarskich wybudowali i prowadzą Pensjonat Ekosamotnia. Jest tam też dawny domek ogrodnika, który można sobie wynająć i przenocować. To jest budynek, w którym Stanisław Lem zaszył się w głuszy Lasu Wolskiego i pisał „Szpital Przemienienia”. To miejsce to klejnot Krakowa, o którym może sporo osób nie wie.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

  • Hanna Bieluszko wraca na scenę mimo choroby. "Nie czuję się spełniona. Mam kilka marzeń"

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Mieszkańcy chcą tego wjazdu, drogowcy go zamknęli. Ktoś wyłamał bariery

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem