Napięcia na Bliskim Wschodzie rodzą pytania o przyszłość turystyki w Zakopanem. Przedstawiciele branży uspokajają – udział turystów z krajów arabskich w całorocznym ruchu jest niewielki, a większym zagrożeniem może okazać się inflacja. „Jeśli będziemy mieli inflację, to w pierwszej kolejności zrezygnujemy właśnie z usług turystycznych” – mówi Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
Dlaczego warto posłuchać tej rozmowy?
-
Poznasz konkretne dane o udziale turystów arabskich w ruchu turystycznym Podhala.
-
Dowiesz się, czym jest „efekt czarnego łabędzia” i czy grozi branży turystycznej.
-
Usłyszysz analizę wpływu inflacji na decyzje wyjazdowe Polaków.
-
Sprawdzisz, które nowe rynki zagraniczne zyskują na znaczeniu w Tatrach.
-
Poznasz szczegóły podsumowania sezonu zimowego.
Posłuchaj rozmowy
Podhale bez paniki. Większe obawy o inflację niż o brak turystów z Arabii
Konflikt na Bliskim Wschodzie i chwilowe zakłócenia w ruchu lotniczym wywołały pytania o przyszłość turystyki w Zakopanem. W ostatnich latach w regionie widoczna była obecność gości z krajów Zatoki Perskiej, jednak – jak wynika z danych Tatrzańskiej Izby Gospodarczej – ich udział w skali całego roku pozostaje ograniczony.
Karol Wagner wskazuje, że w 2025 roku turyści arabscy stanowili około 2–3 procent wszystkich odwiedzających Podhale. W okresie wakacyjnym ich udział rośnie do około 8–10 procent. W jego ocenie nawet całkowite wstrzymanie tego segmentu nie oznaczałoby dla regionu zasadniczego zachwiania rynku.
Turystyka bez zasad to fikcja. Zakopane czeka na prawo, nie na kolejne rekordy
Podkreśla przy tym, że znacznie większa część ruchu związanego z połączeniami między Małopolską a Półwyspem Arabskim monetyzowana jest po stronie Emiratów Arabskich, gdzie zlokalizowane są duże inwestycje hotelowe i infrastrukturalne.
„Czarny łabędź” raczej nie dla Podhala
Pojęcie „efektu czarnego łabędzia” oznacza niespodziewane zdarzenie o silnym, trudnym do przewidzenia wpływie na gospodarkę. Jako przykład takiego zjawiska Karol Wagner wskazuje pandemię COVID-19, która zatrzymała turystykę w skali globalnej.
W jego ocenie obecna sytuacja nie spełnia tych kryteriów w odniesieniu do Podhala. Nawet całkowity zanik ruchu z krajów arabskich – ze względu na niewielki udział tej grupy w skali roku – nie oznaczałby gwałtownego załamania branży. Większe znaczenie może mieć sytuacja w Krakowie, gdzie turyści z Bliskiego Wschodu stanowili bardziej zauważalną część rynku, choć w przestrzeni miasta byli mniej rozpoznawalni.
Inflacja jako realne ryzyko
Zdaniem przedstawiciela Tatrzańskiej Izby Gospodarczej poważniejsze konsekwencje dla branży może przynieść ewentualne ograniczenie handlu ropą i gazem oraz wzrost cen surowców energetycznych.
Bliski Wschód a polskie portfele. Jak długo potrwa niepewność?
Wzrost cen energii – jak zaznacza – przełoży się na droższe produkty i usługi, a w efekcie na inflację. To właśnie ona może najmocniej uderzyć w turystykę, ponieważ w sytuacji niepewności i rosnących kosztów życia konsumenci w pierwszej kolejności ograniczają wydatki na wyjazdy.
Jeśli będziemy mieli inflację, to w pierwszej kolejności zrezygnujemy właśnie z usług turystycznych
– podkreśla Wagner, wskazując, że doświadczenia ostatnich lat pokazały, jak silnie inflacja wpływa na nastroje konsumenckie.
Nowe kierunki: Bałtowie przed Rumunami
W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o rosnącej liczbie turystów z Rumunii. Branża przyznaje, że taki trend jest zauważalny, jednak nie ma on – przynajmniej na razie – charakteru przełomowego.
Znacznie wyraźniej widać wzrost zainteresowania ze strony Litwinów i Łotyszy, a także Estończyków. Ten kierunek rozwija się konsekwentnie od ubiegłego roku i – jak wynika z rezerwacji – utrzymuje się również poza sezonem letnim.
Wcześniej podobny „karpacki” trend zapoczątkowali Węgrzy, a następnie dołączyli Słowacy. Dla części z tych rynków Podhale pozostaje konkurencyjne cenowo przy jednoczesnym wysokim standardzie infrastruktury noclegowej i gastronomicznej.
Sezon zimowy na „dobry z plusem”
Branża podsumowała już ferie zimowe. Średnie obłożenie w sześciotygodniowym okresie wyniosło około 60 procent, przy wyraźnie lepszych wynikach weekendowych – powyżej 80 procent, a w przypadku weekendu walentynkowego ponad 90 procent.
Przedstawiciele Izby oceniają sezon co najmniej jako dobry, a część – jako „dobry z plusem”. Trzeba przy tym uwzględnić znaczący wzrost liczby miejsc noclegowych w ostatnich latach, co wpływa na statystyczne obłożenie.
Na wynik ferii wpłynęły również czynniki demograficzne – mniejsza liczba dzieci w wieku szkolnym niż przed pandemią – oraz warunki pogodowe. Branża zauważa także niemal całkowity zanik segmentu gości ekonomicznych, który w poprzednich latach był bardziej widoczny.