Nawet przeciwnicy dotychczasowych wariantów drogi S7 Kraków-Myślenice przyznają, że nowa trasa jest konieczna. Problemem nie jest „czy” ją budować, ale „którędy”. Teraz projekt przejmuje centrala GDDKiA, zapowiadając świeże spojrzenie, współpracę z naukowcami i rozmowy z samorządami oraz mieszkańcami. Gościem Radia Kraków był Szymon Piechowiak, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- To nie jest „kosz”, tylko reset.
Centrala GDDKiA przejmuje projekt S7 Kraków–Myślenice, ale nie wyrzuca dotychczasowej pracy. Analizy, inwentaryzacje i 20 tysięcy uwag mieszkańców mają zostać wykorzystane. -
Nowe otwarcie ma uspokoić konflikt.
Zanim zapadnie decyzja o przebiegu drogi, zapowiedziane są szerokie konsultacje: z samorządami, mieszkańcami i środowiskiem naukowym. Cel — wypracować wariant z możliwie największym poparciem. -
Droga jest potrzebna — spór dotyczy jej przebiegu.
Nawet przeciwnicy dotychczasowych wariantów przyznają, że inwestycja jest konieczna. Problemem nie jest „czy”, ale „którędy”. -
Opóźnienie będzie, ale w skali lat — niewielkie.
Proces przygotowania takiej inwestycji trwa 8–10 lat, często dłużej. Kilka dodatkowych miesięcy ma się „zwrócić”, jeśli pozwoli uniknąć wieloletnich sporów i odwołań. -
Zakopianka się zatyka — prognozy są alarmujące.
Za 15 lat ruch ma sięgnąć nawet 78 tysięcy pojazdów na dobę. Presja transportowa rośnie, więc decyzji nie da się odkładać bez końca.
Posłuchaj rozmowy Piotra Łęgowskiego z Szymonem Piechowiakiem.
Bardzo wymagająca inwestycja
Czy wszystko trafi do kosza? Zaczynamy od początku?
- Mocne słowa, że wszystko trafi do kosza. Mamy na stole bardzo dużo cennego materiału, który wymaga analizy, świeżego spojrzenia. To nie jest tak, że tam wszystko jest złe i wszystko wyląduje w koszu. Mamy wiele przykładów inwestycji w skali kraju, gdzie - nawet jeżeli wracaliśmy do nich po różnych perturbacjach - zawsze korzystaliśmy z tego, co było wypracowane wcześniej, również jeżeli nie podobało się w całości czy w części.
Faktycznie zmienia się podejście jeżeli chodzi o wiodącą rolę GDDKiA. Na pewno będziemy korzystać z tych doświadczeń, które zebrał oddział małopolski, ale też z materiałów, które już są . Mówiąc "materiałów" mam na myśli choćby 20 tysięcy uwag zgłoszonych do tych sześciu wariantów. To jest niezwykle cenny materiał.
Oczywiście część z tych uwag to uwagi plebiscytowe - jestem za takim wariantem albo przeciw jakiemuś innemu wariantowi. Ale jest też wiele ważnych wskazówek, które opisują potrzeby, ryzyka i obawy. One mają charakter uniwersalny, nie odnoszą się tylko do konkretnych przebiegów, ale pokazują sposób myślenia o tej drodze - jej funkcjach, celu, przebiegu. Będziemy organizować spotkanie, jeszcze nie wiadomo dokładnie kiedy, ale to bardziej kwestia tygodni niż miesięcy. Po pierwsze ze stroną samorządową, po drugie ze stroną społeczną. Chcemy też współpracować z ośrodkami akademickimi. Chodzi o to, żeby mieć szerszą perspektywę.
- To nie jest łatwa inwestycja i chyba tylko takie nam w Polsce zostały. Więc mamy wymagającą inwestycję, z mnóstwem wątków - komunikacja, potrzeby transportowe, dopięcie sieci, likwidacja wąskiego gardła. Są też ogromne oczekiwania i ogromna presja społeczna i samorządowa, żeby wysłuchać mieszkańców i realizować zadanie w porozumieniu z mieszkańcami, a nie przeciw nim. Nieszablonowe rozwiązania są potrzebne. Oczywiście drogę na samym końcu będą przygotowywali projektanci, ale wszystko to, co będzie wcześniej, będzie współpracą.
Środowisko akademickie określi ryzyka, obawy. Mieszkańcy natomiast znają najlepiej teren, będą w stanie naszkicować projektantom, jak ta droga mogłaby, w kilku wariantach oczywiście, wyglądać. To reset, ale nie traktujmy go jako wyrzucenie wszystkiego, co do tej pory zostało przygotowane. Czeka nas dużo pracy.
S7 przez Kraków. Ministerstwo Zdrowia: to może oznaczać koniec uzdrowiska w Swoszowicach
Być może emocje opadną
Jednak zawsze będzie ktoś niezadowolony.
- Z każdą inwestycją infrastrukturalną tak jest. Czy to z nowym lotniskiem, elektrownią, linią kolejową. Inwestycja zawsze ingeruje w stan istniejący i go burzy. Ale wszyscy - mimo różnic - mówią, że ta droga jest potrzebna. Czy bardziej na wschód, czy bardziej na zachód, czy bardziej na południe.
Będąc zarządcą dróg krajowych, inwestorem kilkuset tego typu odcinków, zebraliśmy ogromne doświadczenie i wiemy, że ten początkowy etap, budzi największe wątpliwości i obawy. Też najsilniejsze emocje, bo czegoś nie było i nagle coś ma być w miejscu, do którego ludzie się przyzwyczaili, w którym żyją, w którym mieszkają, w którym wypoczywają. I naszym zadaniem jest znalezienie takiego rozwiązania, które będzie w jak największym stopniu odpowiadało wszystkim zainteresowanym.
GDDKiA: w 2031 r. zatwierdzenie przebiegu S7 Kraków - Myślenice; budowa w latach 2038-2045
To nigdy nie jest tak, że będzie stuprocentowe poparcie. Część nieruchomości zawsze jest wywłaszczana, a naszym zadaniem (Generalnej Dyrekcji, projektantów oraz wszystkich urzędów i wszystkich osób zaangażowanych w takie procesy inwestycyjne) jest to, żeby droga jak najmniej ingerowała w ten zastany porządek. A tam, gdzie go narusza, żeby stosować takie rozwiązania, które to zminimalizują. Mówię z jednej strony o kwestiach środowiskowych, ale też społecznych, bo ten aspekt (obywatelski) też jest ujęty w kryteriach środowiskowych. Mówię o hałasie, zanieczyszczeniach. Myślę, że to zaangażowanie i wspólna praca nad wariantami przebiegu drogi, sprawią, że na koniec, kiedy już będziemy decydować, którędy ta droga ostatecznie pobiegnie, będzie miała możliwie największe wsparcie samorządowców i mieszkańców.
Za 15 lat popularna Zakopianka ma być obciążona średnio 78 tysiącami pojazdów na dobę. A z drugiej strony mówi się, że ten proces, zmiana kierownictwa nie spowoduje opóźnienia.
Karty zostały odsłonięte. Znamy warianty kontrowersyjnej drogi. ZDJĘCIA
- W idealnym świecie cały proces inwestycyjny - gdzie wszyscy od początku do końca się na wszystko zgadzają - i tak trwa od ośmiu do dziesięciu lat. Na pewno wydłuży to prace, ale nie cofamy się przecież z praktycznie gotowej drogi do początku. Nie unieważniamy decyzji administracyjnych, które już zostały wydane. Wstrzymujemy go, żeby mieć świeże spojrzenie i z nową energią wrócić do tematu, oczywiście zabierając na pokład wszystkich, którzy, chcą, żeby ta droga powstała. Znamy wszystkie postulaty, uchwały samorządów, petycje i będziemy je traktować jak aktualne uwagi i stanowiska. Przez to, że usiądziemy jeszcze raz razem, może te emocje delikatnie opadną i będziemy mogli merytorycznie o przyszłości drogi rozmawiać. Więc nie mówimy o dużym opóźnieniu inwestycji. Na pewno kilka miesięcy trzeba będzie dodać, ale z perspektywy całego procesu, naprawdę liczonego w kilkunastu latach, to jest coś, co warto zrobić. Dlaczego? Żeby do kolejnych etapów przechodzić w zgodzie, a nie w ciągłym konflikcie. Myślę, że warto zrobić ten reset.