Wtorek, 27 paź 8 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

"Obcinamy ślimaki? Ślimaki muszą zostać!" O reformie w szkołach średnich, liście lektur i władzy dyrektora

"Dzieci już nie mają takiej możliwości pochłaniania wiedzy, jak my mieliśmy. To są dzieci, które potrzebują więcej czasu. Treści powinno być mniej, ale za to więcej czasu na wyćwiczenie. Narzekamy, że matematyka co roku idzie słabiej, a nie dokładamy godzin na jej ćwiczenie. Przecież to są umiejętności, które uczeń musi wyćwiczyć" - mówił na naszej antenie dr Karol Dudek-Różycki, członek Rady ds. Monitorowania Wdrażania Reformy Oświaty. A rozmawialiśmy o reformie edukacji w szkołach średnich.

"Obcinamy ślimaki? Ślimaki muszą zostać!" O reformie w szkołach średnich, liście lektur i władzy dyrektora
Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.

Dlaczego warto przeczytać tę rozmowę?

  1. Pokazuje, że planowana reforma nie jest tak neutralna, jak się wydaje

  2. Odsłania realne konsekwencje liczbowe

  3. Tłumaczy, jak decyzje organizacyjne w szkołach wpływają na jakość nauczania

  4. Uczciwie mówi o nierównościach

  5. Stawia pytanie o sens edukacji jako całości

Posłuchaj rozmowy Piotra Łęgowskiego dr. Karolem Dudkiem-Różyckim.

Reforma szkół średnich: dobra intencja, zła realizacja

Dr Karol Dudek-Różycki przyznaje, że idea przesunięcia momentu wyboru rozszerzeń – a więc decyzji o przyszłej ścieżce edukacyjnej – jest słuszna. Dlaczego? Ponieważ obecny system zmusza bardzo młodych uczniów, często czternastoletnich, do podejmowania decyzji, na które nie są gotowi. To – jak podkreśla Dudek-Różycki – efekt wcześniejszych reform: obniżenia wieku szkolnego i likwidacji gimnazjów. Problem polega jednak na tym, że planowana zmiana będzie pozorna. Profilowanie klas i tak będzie już na etapie rekrutacji do szkół.

Mamy dobry pomysł - próbę przesunięcia decyzji, co będę robić jako młody człowiek w przyszłości, o rok albo dwa lata. Ale jednocześnie zapominamy, że szkoły ponadpodstawowe i tak będą rekrutować już do określonych profili. Czyli ktoś i tak decyduje, do jakiej klasy idzie i o jakim profilu. To jest zacieranie rzeczywistości. Profilowanie nie znika – ono będzie po prostu ukryte

- mówi dr Dudek-Różycki.

"Bezradne i romantyczne". O kobietach, których wciąż nie ma w szkolnych lekturach

Jacek Bańka

Rozmówca krytykuje też... liczby. W zależności od decyzji dyrektora szkoły uczniowie mogą stracić co najmniej 120 godzin rozszerzenia z jednego przedmiotu, a w skrajnych przypadkach nawet 360 godzin. Choć ministerstwo zapowiada większą elastyczność i możliwość dokładania godzin przez dyrektorów, nie ma żadnej gwarancji, że godziny te faktycznie trafią na przedmioty maturalne:

W niektórych przypadkach będzie to nawet 360 godzin mniej rozszerzenia, w zależności od tego, od której klasy dyrektor zdecyduje się je wprowadzić. Mówimy więc o bardzo konkretnych stratach czasowych, a nie o kosmetycznych korektach.

Nowy system wzmacnia rolę dyrektora szkoły. To on zdecyduje, od której klasy będą rozszerzenia i na co zostaną przeznaczone dodatkowe godziny. W praktyce – jak zauważa Dudek-Różycki – doprowadzi to do sytuacji, w której godziny będą „łatać” braki kadrowe, a nie odpowiadać na potrzeby uczniów. Profilowanie stanie się mniej transparentne.

Będą zmiany po aferze w krakowskim liceum? MEN szykuje nowe przepisy ws. wyglądu uczniów

Radio Kraków

Ryzyko pogłębienia nierówności edukacyjnych

Zdaniem gościa Radia Kraków reforma może szczególnie uderzyć w uczniów z mniejszych miejscowości i wsi. W dużych miastach szkoły konkurują o uczniów, a rodzice mają większą świadomość edukacyjną i dostęp do zajęć dodatkowych (często bezpłatnych). W mniejszych powiatach sytuacja jest odwrotna: jedna szkoła, ograniczona kadra i brak wyboru. W takim systemie obcięcie godzin i przesunięcie rozszerzeń może jeszcze bardziej zwiększyć różnice startowe:

W powiecie starosta woli wybudować nową drogę i pokazać, że jest świetnym budowlańcem, niż dołożyć jedną czy drugą godzinę w szkole. Mało tego, obcinamy godziny i może za tym też pójdzie obcięcie treści. Wszystko zależy od tego, kto jest w grupie układającej podstawy programowe. Pamiętam dyskusję z biologii, że "obcinamy ślimaki". Wstaje profesor, który akurat całe życie zajmuje się ślimakami i mówi: "Jak to ślimaki? To jest najważniejsza rzecz. Ślimaki muszą zostać, bo jak można mieć wykształcenie średnie bez budowy ślimaka?". Czyli niby troszkę obetniemy, ale zostanie znowu. A poza tym - dzieci już nie mają takiej percepcji, takiej możliwości pochłaniania wiedzy, jak my mieliśmy. To są dzieci, które po prostu potrzebują więcej czasu.Treści powinno być mniej, ale za to więcej czasu na wyćwiczenie. Narzekamy, że matematyka co roku idzie słabiej, a nie dokładamy godzin na jej ćwiczenie. Przecież to są umiejętności, które uczeń musi wyćwiczyć

- opowiada gość Radia Kraków. I dodaje:

Zawsze widzę w tej dyskusji osobę z maleńkiej wsi pod wschodnią granicą, która jako pierwsza w rodzinie chce iść na studia medyczne. Ona już na starcie jest na przegranej pozycji – ma jednego nauczyciela od wszystkiego, mniejszy dostęp do zajęć dodatkowych, często brak pieniędzy na korepetycje.

Matura 2025: tylko 80 proc. zdanych egzaminów. „To nie kryzys uczniów, ale kryzys systemu”

Bartłomiej Ziaja

Gość Radia Kraków krytykuje też brak konsekwencji w podejściu do liceów i techników. O ile w technikach rzeczywiście należało zmniejszyć przeciążenie godzinowe, o tyle zabrakło odwagi w sensownym dostosowaniu treści. Uczniowie techników nadal realizują przedmioty ogólne, często kosztem kluczowych kompetencji zawodowych. Reforma – zamiast porządkować – pozostawia wiele rozwiązań „na pół gwizdka”:

Boimy się obciąć historię w technikum, bo zaraz pojawi się argument, że wynaradawiamy. A przecież jeżeli ktoś chce być technikiem chemii, to może potrzebuje więcej chemii i matematyki, a mniej innych przedmiotów. To dostosowywanie powinno być logiczne, a nie pełne strachu

- tłumaczy.

Historia, język i programowe relikty

Co z nauczaniem historii i języka polskiego?

Dudek-Różycki mówi, że mimo kilkuletniego nauczania historii uczniowie wynoszą z niej niewielką wiedzę funkcjonalną. Lista lektur "jest anachronicznym reliktem, niespotykanym w większości krajów europejskich, który nie uwzględnia realnych możliwości językowych współczesnych nastolatków":

Ciągniemy historię od pierwszej do czwartej klasy, ale efekty są mizerne. Studenci nie znają podstawowych pojęć, nie wiedzą, kim byli ważni politycy ostatnich dekad. To pokazuje, że ten program, mimo ogromnej liczby godzin, jest po prostu nieefektywny. Lista lektur to jest relikt polski. W krajach europejskich nie ma czegoś takiego jak lista lektur. Przeczytajmy "Chłopów" i zastanówmy się, ile z tego rozumie 16-latek. To jest przepaść językowa. Jakie wartości 15-latek ma czerpać z "Legendy o świętym Aleksym"? Po pierwsze, żeby z czegoś czerpać, trzeba to zrozumieć.

Możemy pochwalić się wspaniałą listą lektur nieczytanych

Sylwia Paszkowska

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam prośbę od Łukasza Gibały"