"Mamy mniej niż 90 procent zdawalności nawet w liceach, które przecież mają przygotowywać do studiowania. Co dziesiąty uczeń liceum nie zdaje matury, czyli nie może iść na studia. Jest wyraźny kryzys, jeżeli chodzi o przedmioty ścisłe, przyrodnicze. I to naprawdę coś zatrważającego. Matematyka na poziomie podstawowym jest tak prosta, że przeciętny uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej jest w stanie zdać ją na 70 procent - mówi dr. Jerzy Lackowski, były małopolski kurator oświaty i emerytowany dyrektor Studium Pedagogicznego UJ. Tegoroczną maturę zdało 80 proc. uczniów – poinformowała Centralna Komisja Egzaminacyjna. To spadek w porównaniu z rokiem 2024 (84 proc.) i 2023 (89 proc.).
Posłuchaj rozmowy Bartłomieja Ziai z dr. Jerzym Lackowskim.
Taryfa ulgowa się skończyła – ale to nie tłumaczy wszystkiego
Od 2020 roku, w związku z pandemią COVID-19 i nauczaniem zdalnym, wymagania egzaminacyjne były częściowo ograniczone. W 2025 roku po raz pierwszy po pandemii obowiązywała pełna podstawa programowa. Zdaniem dr. Lackowskiego to tylko część obrazu:
Tak, to już nie są „covidowe” matury, ale mimo to wyniki są słabe. Mamy mniej niż 90 procent zdawalności nawet w liceach, które przecież mają przygotowywać do studiowania. Co dziesiąty uczeń liceum nie zdaje matury, czyli nie może iść na studia. Mamy wyraźny kryzys, jeżeli chodzi o przedmioty ścisłe, przyrodnicze. I to jest naprawdę coś zatrważającego, matematyka na poziomie podstawowym jest tak prosta, że przeciętny uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej jest w stanie zdać ją na 70 procent. Już teraz jest problem z rekrutacją na kierunki ścisłe, uczelnie muszą wprowadzić zajęcia wyrównawcze z matematyki, żeby studenci byli w stanie realizować program studiów. A przecież potrzebujemy ludzi, którzy są dobrze przygotowani z przedmiotów ścisłych. To mają być przyszli inżynierowie.
Maturę zdało 80 proc. wszystkich tegorocznych absolwentów. Najlepsze wyniki w Małopolsce
Zbyt łatwa matura, zbyt niskie wymagania
Jerzy Lackowski krytykuje też samą formułę egzaminu. Przewagę mają pytania zamknięte, które - jego zdaniem - nie rozwijają krytycznego myślenia ani nie sprawdzają umiejętności samodzielnej analizy.
Takie podejście uczy „strzelania”, a nie myślenia. Matura ma być egzaminem dojrzałości, a nie quizem z wieloma odpowiedziami. To są pytania, które nie uczą krytycznego myślenia, które, nie sprawdzają, jak młody człowiek samodzielnie myśli. Czy chcemy mieć takich odtwórców? Jeżeli ktoś nie zatrzyma szaleństwa związanego z obniżaniem wymagań, to będziemy mieć do czynienia z czymś jeszcze gorszym. Ktoś, kto wymęczył 30 procent na przedmiotach podstawowych, to nie jest człowiek przygotowany do samodzielności edukacyjnej, do studiowania. Albo język polski - czy po tej maturze możemy powiedzieć, że młody człowiek potrafi swobodnie komunikować się w ojczystym języku? Otóż ja mam obawy, że nie.
– ostrzega.
Czy matura w obecnej formie ma sens i do czego nas przygotowuje?
Kształcenie masowe, ale niepraktyczne
Dr Lackowski podkreśla też, że młodzież w Polsce nadal masowo wybiera studia, często tylko po to, by spełnić formalny wymóg wyższego wykształcenia na rynku pracy. Jednak dyplom – jak zaznacza – sam w sobie nie wystarczy.
Cała masa ludzi kończy studia, które - tak im się wydaje - są miłe, lekkie i przyjemne. A później ma do wszystkich pretensje, bo nie wystarczy mieć pięć dyplomów. Ważne jest, co umiesz. Bardzo często jest tak, że w różnych obszarach życia zawodowego człowiek jest dobrze przygotowany po dobrym technikum czy po nawet szkole branżowej. I bardziej potrzebny na rynku pracy, niż magister, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić. Można oczywiście - nie chcę teraz deprecjonować, bo potrzebujemy i takich specjalistów - studiować przykład filozofię, tak dla własnego rozwoju, żeby być bardziej świadomym świata, w którym się żyje. Ale trzeba mieć świadomość tego, że sam dyplom nie daje od razu - niezależnie, jaki on jest - szansy na świetną pracę i wysokie wynagrodzenie.
- mówi Jerzy Lackowski.
I dodaje:
Potrzebujemy inżynierów, lekarzy, informatyków, a nie setek tysięcy magistrów kierunków bez rynkowej wartości. Młodzi ludzie są ofiarami systemu, który mówi: „nie stresuj się, nie wymagamy zbyt wiele”. A potem ci sami ludzie nie radzą sobie na studiach i rynku pracy.
Prof. Jacek Popiel: Młode pokolenie? Mniej samodzielne w myśleniu, mniej odporne na stres
Czas na systemową refleksję?
Jako pozytywne przykłady dr Lackowski wskazuje Holandię czy Finlandię, gdzie reformy edukacyjne objęły m.in. profilowanie szkół średnich oraz podniesienie poziomu nauczania przedmiotów ścisłych. W Polsce – jego zdaniem – wciąż brakuje odwagi do powiedzenia młodym ludziom prawdy:
Dyplom nie jest gwarancją sukcesu. Ważne jest to, co naprawdę umiesz i czy jesteś w stanie samodzielnie się uczyć i pracować. A system, który promuje przeciętność i nie wymaga, po prostu się zawali.
Kobieta w tunelu. Inżynier Natalia Schmidt-Polończyk o wielkim drążeniu w Małopolsce