Niezależnie od tego, czy nad Giewontem uderzają pioruny, czy ze stoków Tatr schodzą lawiny, ratownicy TOPR ruszają na pomoc, wielokrotnie narażając własne życie. Tymczasem poświęcony im pomnik niedaleko Krupówek znów padł ofiarą wandali. Rzeźbę Władysława Hasiora pokrywają serduszka, imiona i daty. Napisy pojawiły się ponownie niedługo po jej renowacji.
Pomnik „Ratownikom górskim” stoi kilka kroków od Krupówek, obok Dworca Tatrzańskiego. Powstał w 1959 roku na pięćdziesięciolecie TOPR-u. Władysław Hasior wykonał go wraz z uczniami zakopiańskiej szkoły plastycznej. Był to jego pierwszy pomnik w przestrzeni publicznej.
W maju 2024 roku rzeźbę odnowiono z inicjatywy Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego. Organizacyjnie i finansowo pomogły TOPR oraz Oddział Tatrzański PTTK. Prace przeprowadziła firma kamieniarsko-konserwatorska. Marek Nodzyński, wiceprezes Oddziału Tatrzańskiego PTTK, w rozmowie z Radiem Kraków nie kryje złości na widok kolejnych napisów.
„Był wyremontowany, pomalowany. Miał być zabezpieczony taką farbą, z której można łatwo zmyć te wszystkie bohomazy. Nie da się tego ukryć. Hołota jest hołotą i będzie hołotą” – mówi.
Zwraca uwagę, że wandale niszczą miejsce poświęcone ludziom, którzy niezależnie od pogody ruszają ratować innych. O pamięci o ratownikach przypominają pozostawione tu na Wszystkich Świętych wiązanka kosówki i znicz z emblematem pogotowia.
Czy uda się usunąć farbę?
Miejski konserwator zabytków Cezary Michno potwierdza Radiu Kraków, że pomnik jest zamalowany. Sama rzeźba zachowała się jednak w dobrym stanie. Wykonany z piaskowca pomnik nie ma widocznych pęknięć ani większych ubytków. Problemem są przede wszystkim kolejne warstwy farby.
„W tym roku realizujemy już pełną konserwację kapliczki w formie krzyża przydrożnego na Krzeptówkach. Liczymy, że jeśli zostaną pieniądze, złożymy zapytanie ofertowe na samo oczyszczenie tego pomnika. Pełna konserwacja byłaby możliwa na wiosnę, kiedy warunki atmosferyczne będą bardziej sprzyjające” – wyjaśnia Michno.
Konserwator mówi o delikatnym usunięciu napisów, bez uszkadzania powierzchni piaskowca. Szersze prace miałyby obejmować także ujednolicenie wyglądu rzeźby i zabezpieczenie jej przed wchłanianiem wody.
Dotychczasowe prace nie zapobiegły jednak kolejnym aktom wandalizmu. W pobliżu nie ma miejskiego monitoringu. O możliwość objęcia tego miejsca kamerami zapytaliśmy wiceburmistrza Bartłomieja Bryjaka.
„Sprawdzimy, czy byłaby możliwość poszerzenia monitoringu miejskiego, żeby obejmował ten teren. Jeśli będzie taka możliwość, zainstalujemy kamerę” – deklaruje.
Marek Nodzyński chciałby również ustawienia tablicy wyjaśniającej historię dzieła. Pomysł pojawiał się już wcześniej, ale nie doczekał się realizacji.
„Ludzie przechodzą, patrzą, niewiele im to mówi. Nikt nie czyta napisu, który jest na dole. Zakładaliśmy, żeby w ogrodzie obok dać tablicę informacyjną, ale nikt nie podjął tego pomysłu” – opowiada.
Odsłonięcie pomnika, wystawa i pokaz ratownictwa
Historia pomnika jest warta przypomnienia. Odsłonięcie rzeźby było częścią obchodów pięćdziesięciolecia pogotowia. Michał Kowal z Muzeum Tatrzańskiego odnalazł opis uroczystości w wydawanym w Stanach Zjednoczonych polonijnym czasopiśmie „Tatrzański Orzeł”. Relacja zaczynała się od opowieści o urodzajnym roku i polach pełnych pszenicy. Dopiero później przechodziła do zakopiańskiego jubileuszu.
„Obchody są podzielone na trzy części: wystawa prac, odsłonięcie pomnika, a także pokaz technik ratowniczych. Przy udziale publiczności, ratownicy pokazywali, jak znoszeni są poszkodowani. To była duża festa. Jej częścią jest nazwisko Władysława Hasiora, który już wtedy zaczyna być wschodzącą gwiazdą w Zakopanem” – opowiada Kowal.
Na pomniku przedstawiono trzy sceny górskich akcji. Widać między innymi ratowników opatrujących poszkodowanego i transportujących rannego na bambusie. Postacie noszą charakterystyczne góralskie kapelusze. Wyżej znajdują się stylizowane motywy górskie, a na dole – napis „Ratownikom górskim 1959”.
Jeden szczegół szczególnie zainteresował muzealnika. Wśród postaci jest pies. Tymczasem pierwszy tatrzański pies lawinowy, owczarek niemiecki Cygan, rozpoczął służbę pod opieką Józefa Uznańskiego w grudniu 1974 roku – piętnaście lat po odsłonięciu pomnika.
„Czy już wtedy psy były na szeroką skalę wykorzystywane, tego nie wiem. Czy to był pies ratujący, a może pies, który był ratowany? Ale ma chyba podniesiony ogon, więc raczej to pierwsze” – mówi z uśmiechem Kowal.
Lokalizacja pomnika również nie jest przypadkowa. Stoi przy ulicy Mariusza Zaruskiego – współzałożyciela TOPR-u i jego pierwszego naczelnika. Niedaleko znajdują się willa Krywań, w której Zaruski mieszkał z żoną, oraz Dworzec Tatrzański – pierwsza siedziba pogotowia.