Zakończyła się rozbiórka hali w Kluczach koło Olkusza, w której tydzień temu zapaliła się hałda śmieci. Na miejscu pracowała firma, usuwająca gruz i strażacy, którzy dogaszali pogorzelisko. Na miejscu zostały tylko dwa wozy strażaków, którzy pilnują terenu. W poniedziałek na miejscu badania będzie mógł przeprowadzić prokuratur i biegły z zakresu pożarnictwa. Będą pobierać próbki materiałów, aby sprawdzić, czy pożar był efektem samozapłonu odpadów, czy podpalenia.
Posłuchaj co mówią okoliczni mieszkańcy
Cały czas nad okolicą unosi się śmierdzący dym. Mieszkańcy mówią otwarcie: to nie był samozapłon, bo problem z tym wysypiskiem jest już od wielu miesięcy.
- Wszędzie dalej są tam śmieci, które się nie spaliły. Co z nimi? Podpalą? Nikt tutaj nie wierzy, że to był samozapłon. Nie da się okna otworzyć, wyjść, prania powiesić. W domu śmierdzi. Policja roznosiła maski, ale po drugiej stronie. U nas nikogo nie było. Nadal się to żarzy. Oni się muszą dostać do środka. Muszą zniszczyć ten budynek. Inaczej nie wejdą - mówią okoliczni mieszkańcy. Jak zapewniają strażacy, dogaszanie hali potrwa jeszcze przynajmniej dwa dni.
W Kluczach trwa wyburzanie hali w ktorej zapalila sie halda smieci. Strazacy dogaszaja tez pozar. @RadioKrakow pic.twitter.com/RfW9I1nsDo— Dominika Baraniec (@DBaraniec) 13 października 2017
Na miejscu działało piętnaście zastępów straży pożarnej i firma, która usuwała i wywoziła gruz. "Zadysponowany został ciężki sprzęt w postaci dwóch koparek gąsienicowych, trzech ładowarek i dwóch spychaczy gąsienicowych. Cały czas w niższych partiach zalegających śmieci, pojawiają się zarzewia ognia. Jak wyciągamy te materiały, na bieżąco przelewamy to i dogaszamy" - mówi Marcin Maciora ze straży pożarnej w Olkuszu.
Strażacy apelowali do mieszkańców, żeby nie wychodzili z domów. Rozdawane były specjalne maseczki, które mają zabezpieczać przed wdychaniem unoszącego się dymu i pyłu.
"Teraz trzeba pożar dogasić i zająć się tym co zostało. Musimy znaleźć firmę, która odbierze te śmieci, przewiezie je i zutylizuje. Jako gmina mówiliśmy, że pomożemy, ale sami teraz nie wiemy, jakie to będą koszty" - mówi Norbert Bień wójt gminy Klucze.
Dogaszanie trwało aż tydzień - po zakończeniu akcji prace w terenie rozpocznie prokurator i biegły z zakresu pożarnictwa. Problem wywozu śmieci ma być też poruszony na sesji rady powiatu w najbliższą środę.
W pożarze, który wybuchł na składowisku w niedzielę ok. godz. 10.00, nikt nie został poszkodowany. Z ogniem walczyło 71 zastępów, czyli ponad 250 strażaków. W pierwszej fazie akcji działania koncentrowały się na tym, by ogień się nie rozprzestrzeniał i nie zajął papierni sąsiadującej z płonącym obiektem.
W Kluczach, gdzie strażacy dogaszają #pożar składowiska śmieci, powietrze najgorsze w Małopolsce. Pomiar #PM10 z mobilnej stacji #WIOS pic.twitter.com/c7bk62KdDT— Marek Mędela (@MedelaMarek) 13 października 2017
Strażacy potrzebowali ogromnej ilości wody, która była podawana jednocześnie z kilkunastu działek gaśniczych. Do Klucz wysłano cysterny z Krakowa, Chrzanowa, Dąbrowy Górniczej i Myszkowa.
Wstępnie powierzchnię objętą ogniem oszacowano na 7,5 tys. m kw., a materiały, które uległy zniszczeniu, to kilkadziesiąt tysięcy ton sprasowanych odpadów.
(Marek Mędela/Dominika Baraniec/rk/PAP/ko)