Prokuratura z Dąbrowy Tarnowskiej sprawdzi, czy ratownicy z tamtejszego pogotowia mogli nieumyślnie doprowadzić do śmierci pacjenta.
Tydzień temu zespół ratowniczy tamtejszego pogotowia został wysłany do umierającego 71-letniego mieszkańca miejscowości Kupienin na Powiślu. Rodzina podjęła reanimację mężczyzny i wezwała pomoc. Na miejsce wysłany został zespół ratowniczy bez lekarza - ten, który znajdował się najbliżej miejsca zamieszkania umierającego pacjenta.
- Ratownicy po przyjeździe do domu pacjenta wezwali jednak także karetkę z lekarzem - relacjonuje prokurator Witold Swadźba z prokuratury w Dąbrowie Tarnowskiej. - Lekarz przejął akcję reanimacyjną. Po kilkudziesięciu minutach akcja została przerwana, ponieważ lekarz stwierdził, że pacjent nie żyje. Jednocześnie poinformował członków rodziny, aby zgłosili się do ZOZ-u w Dąbrowie Tarnowskiej o wydanie karty zgonu.
L ekarz z ZOZ-u przyjechał po około 2 godzinach, ale karty zgonu nie wydał, bo mężczyzna żył. Miał wyczuwalne tętno i oddychał. Ponownie więc wezwano do niego karetkę, która tym razem zabrała pacjenta na oddział intensywnej terapii w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej.
Mężczyzna niestety po tygodniu zmarł. Teraz prokuratura sprawdza czy do jego śmierci mogli przyczynić się lekarze i ratownicy medyczni, którzy mieli udzielić mu pomocy, a przerwali akcję reanimacyjną.
Agnieszka Wrońska/TVN24/x-news.pl/ew