Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Kuria zwlekała ze zgłoszeniem przestępstwa? Kolejna odsłona procesu biskupa Andrzeja Jeża

Prokurator oskarżający biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża o zbyt późne zgłoszenie przypadków pedofilii dwóch księży uważa, że kuria w ogóle nie zamierzała informować o nich organów ścigania. Dziś przed Sądem Rejonowym w Tarnowie wyjaśnienia składał delegat biskupa ds. wykorzystywania seksualnego małoletnich, ks. dr hab. Robert Kantor.

Kuria zwlekała ze zgłoszeniem przestępstwa? Kolejna odsłona procesu biskupa Andrzeja Jeża
Delegat biskupa ds. wykorzystywania seksualnego małoletnich, ks. dr hab. Robert Kantor. Fot. B. Maziarz

Świadek wyjaśnił, że w 2019 roku tarnowska kuria otrzymała od biskupa z Ukrainy informacje dotyczące pedofilii księdza Stanisława P. Sprawa została zgłoszona do prokuratury dopiero po roku. Jak tłumaczył ks. Kantor, kuria miała informację, że czyny zostały już zgłoszone organom ścigania na Ukrainie. Wystąpiono także do Watykanu i – jak podkreślał – dopiero po uzyskaniu odpowiedzi przekazano sprawę polskiej prokuraturze.

Prokurator Marcin Stępień pytał, dlaczego zawiadomienie nie zostało złożone niezwłocznie.

– Kwestia wiarygodności badamy też u nas, ponieważ nie wszystko, co przychodzi zza granicy, także spoza obszaru Unii Europejskiej, uznajemy automatycznie za wiarygodne. Dopiero na podstawie zweryfikowanych informacji zgłaszamy sprawę – odpowiadał ks. Kantor.

Prokurator przekonywał jednak, że zawiadomienie zostało złożone dopiero wtedy, gdy sprawy nie dało się już dłużej ukrywać.

– Zwrócą państwo uwagę na korelację publikacji medialnych czy wizyt osób pokrzywdzonych w kurii. To był moment, w którym kuria nie miała już możliwości dłużej tych czynów ukrywać – mówił Marcin Stępień.

Ks. Kantor podkreślał natomiast, że zawiadomienie trafiło do prokuratury w momencie, gdy kuria dysponowała pełną, wiarygodną dokumentacją – w tym przysięgłymi tłumaczeniami zeznań pokrzywdzonych chłopców z Ukrainy oraz informacjami o ich wieku.

Ksiądz Stanisław P. został wydalony ze stanu kapłańskiego. Według ustaleń przez kilkanaście lat pracy w różnych parafiach miał skrzywdzić kilkadziesiąt dzieci, dopuszczając się wobec nich czynów o charakterze seksualnym.

Biskup tarnowski Andrzej Jeż nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Czy duchowny ukrywał sprawy nadużyć seksualnych? Zakończyła się pierwsza rozprawa w procesie biskupa A. Jeża

Radio Kraków

Ks. Kantor dodał, że kuria posiadała również informację, iż sprawa zachowań księdza Stanisława P. była już zgłoszona przez jednego z pokrzywdzonych do Prokuratury w Opolu w 2010 roku. Postępowanie nie zostało jednak podjęte ze względu na przedawnienie czynów.

Były delegat biskupa podkreślił, że w czasie rozstrzygania spraw ksiądz Stanisław P. przebywał w domu księży emerytów w Tarnowie i nie miał kontaktu z małoletnimi.

Podczas pierwszej rozprawy biskup Jeż twierdził, że to właśnie za zgłoszenie spraw do prokuratury został oskarżony. Jak mówił, gdyby nie doszło do zawiadomienia, nie byłoby obecnego procesu. Dodał również, że korespondencja z Watykanem – także z powodu pandemii – trwała około roku.

Prokurator pytał dziś ks. Kantora, dlaczego nie zgłosił sprawy już w połowie 2019 roku, gdy otrzymał mail od kobiety informującej, że ksiądz Stanisław P. molestował jej kolegów z klasy kilkadziesiąt lat wcześniej, oraz pytającej, czy kuria podejmuje w tej sprawie jakiekolwiek działania.

Ks. Kantor odpowiedział, że dołączył tę wiadomość do zawiadomienia złożonego w sierpniu 2020 roku, czyli ponad rok po jej otrzymaniu. Wyjaśnił, że sam mail lub rozmowa telefoniczna nie mogą być uznane za wiarygodną informację.

– Nie wiemy, kto może podszywać się pod nadawcę. Otrzymywałem wiele wiadomości, które miały sprawdzić, jak reagujemy i jak działamy. Procedury są jasno określone: delegat musi spotkać się z osobą zgłaszającą, przyjąć zgłoszenie, spisać protokół i zapewnić pomoc duszpasterską – mówił.

Jedna z obrończyń biskupa, radca prawny Monika Brzozowska-Pasieka, podkreśliła, że proces jest na początkowym etapie i ferowanie wyroków na tym etapie jest nieuzasadnione. Dodała, że przepisy nie są precyzyjne, a kluczowe dla sądu będzie ustalenie, co w praktyce oznaczają pojęcia „niezwłocznie” oraz „wiarygodna informacja”.

Ks. Robert Kantor zaznaczył również, że – jego zdaniem – biskup tarnowski był jednym z pierwszych w Polsce, którzy zgłaszali sprawy związane z pedofilią duchownych ze swojej diecezji, a Diecezja Tarnowska była pionierem w wyjaśnianiu tego typu przestępstw.

Komentarze

Powiązane

  • Bezprecedensowy proces biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża: zapadły ważne ustalenia

    Jakub Sajdak

  • Ile zarabia biskup? Andrzej Jeż ujawnił wysokość swoich zarobków podczas rozprawy w sądzie

    Radio Kraków

  • Ksiądz Jacek Prusak o procesie biskupa Jeża: "Krzywdy nie można przedawnić"

    Piotr Łęgowski

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"