Józef Rojek z Solidarnej Polski w Sejmie zasiadał przez 9 lat. Straci miejsce w sejmowych ławach mimo tego, że jego obóz polityczny wygrał wybory, a on sam startował z dobrego 4. miejsca. Nie musi się jednak martwić o pracę. Wróci prawdopodobnie do pracy w Grupie Azoty, gdzie jest urlopowany na czas wykonywania mandatu. Nadal chce też działać politycznie na rzecz utrzymania zjednoczenia prawicy.
Józef Rojek, który zdobył 10 tysięcy 120 głosów, jest rozczarowany porażką, bo jak przyznaje liczył na mandat. Zajął 7. miejsce spośród kandydatów startujących z listy Prawa i Sprawiedliwości, podczas gdy do Sejmu dostało się 6 osób. Do utrzymania mandatu zabrakło mu prawie tysiąc głosów. W porównaniu do wyborów sprzed czterech lat stracił też 5858 głosów.
Zdaniem Rojka na liście PiS było zbyt dużo kandydatów z samego Tarnowa i okolic. „Powycinaliśmy się w tym Tarnowie” - mówi Rojek.
Jak jednak zaznacza, nadal chce pracować dla utrzymania zjednoczenia prawicy w regionie. „Sądzę, że praca w terenie układu rządzącego, będzie decydowała o jego stabilności i o jego przyszłości. Także myślę, że rządzący muszą pomyśleć o terenie, żeby tutaj na dole funkcjonowało. Bo tu ludzie patrzą na ręce tych, którzy pełnią te funkcje”.
Józef Rojek raczej nie będzie musiał martwić się o codzienny byt. Przypomina, że jest urlopowym pracownikiem Grupy Azoty, gdzie był doradcą wiceprezesa Witolda Szczypińskiego.
Jeszcze nie rozmawiał o powrocie do pracy, ale jak podkreśla, „nie pójdzie tam siedzieć na piedestale, tylko żeby coś zrobić”. Np. w zakresie współpracy z rządem czy samorządem. Chociaż zaznacza, że wszystko będzie zależało od decyzji wiceprezesa Szczypińskiego.
Rojek żartuje też, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, jeśli chodzi o karierę sejmową. „Nie wiadomo czy w następnej kadencji nie podejmę się tego trudu. Zobaczymy”.
(Bartek Maziarz/ew)
Obserwuj autora na Twitterze: