Jeszcze pod koniec ubiegłego roku wydawało się, że ten popadający w ruinę obiekt doczeka się wreszcie remontu. Miasto zgłosiło projekt jego przebudowy do dofinansowania ze środków ministerialnych. Mowa jest o dużej - sięgającej nawet 50 milionów złotych - kwocie. Tymczasem na przeszkodzie stanęły względy formalne. Prawo do dzierżawy stadionu aż do 2020 roku ma spółka żużlowa.
- Bez jej rozwiązania nie możemy ubiegać się o pieniądze zewnętrzne. Ponieważ honorujemy tę umowę, to czekalibyśmy do roku 2020, czyli do momentu jej wygaśnięcia. Pewnie wtedy byśmy weszli na stadion z pracami - tłumaczy Daniela Motak, rzecznik prasowy prezydenta.
- Nie możemy zgodzić się na rozwiązanie umowy bez uwzględnienia naszych oczekiwań co do funkcji stadionu. Nie mogę też zgodzić się na to, żebyśmy rozwiązali umowę, znaleźli inne miejsce do rozgrywania zawodów żużlowych i potem żebyśmy się wycofywali, bo nagle się okazało, że wbrew wcześniejszym planom modernizacja nie została rozpoczęta - tłumaczy tymczasem prezes Unii Tarnów, Łukasz Sady.
Kwestia przyszłości stadionu powróci zapewne w trakcie najbliższej - planowanej na czwartek - sesji Rady Miejskiej w Tarnowie.
(Marcin Golec/ko)