Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Rafał Komarewicz: Rozłam w Polsce 2050 jest możliwy

„Rozłam wcale nie jest przesądzony – wszystko zależy od tego, jak po wyborach zachowa się nowy przewodniczący” – mówi w Radiu Kraków poseł Polski 2050 Rafał Komarewicz. Jak podkreśla, napięcia w ugrupowaniu mogą się pojawić tylko wtedy, gdy zwycięzca wyborów będzie opierał się wyłącznie na własnym zapleczu. Jeśli jednak po „opadnięciu kurzu wyborczego” postawi na współpracę i dialog, scenariusz rozpadu partii – jego zdaniem – nie jest realnym zagrożeniem.

Rafał Komarewicz: Rozłam w Polsce 2050 jest możliwy
Rafał Komarewicz

Posłuchaj rozmowy

Jutro Polska 2050 wybierze nowego szefa. Czy kandydatura minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz wydaje się panu niezagrożona? A może możliwa jest niespodzianka?

Mamy w tym momencie sześciu kandydatów. Pięciu przeprowadziło dość aktywną kampanię wyborczą wśród członków Polski 2050. Mieliśmy w Krakowie spotkania praktycznie ze wszystkimi kandydatami. Ja myślę, że ten wyścig jest dość wyrównany. Trudno w tym momencie wskazywać lidera.

Mogę się oczywiście wypowiedzieć po rozmowach z członkami Polski 2050 w Krakowie czy w Małopolsce. Kto wygra? Będziemy wiedzieli albo w sobotę, albo w poniedziałek, bo druga tura wyborów jest w poniedziałek.

Natomiast najważniejsze jest to, że jest potrzeba zmiany. Chciałem też podziękować Szymonowi Hołowni za odpowiedzialną decyzję, że nie startuje. Widzi, że przez te półtora roku mamy zjazd sondażowy, że powinniśmy być bardziej wyraziści. Nie byliśmy – i dobrze, że podjął taką decyzję. To jest odpowiedzialność lidera, a wybory pokażą, kto wygrał.

Rafał Komarewicz (Polska 2050) o liście Szymona Hołowni: "Nie wiem, kto jest szmalcownikiem"

Rafał Nowak-Bończa

Skoro mówi pan o potrzebie zmiany i większej wyrazistości – jak pan przyjął list europosła Michała Koboski? Były w nim słowa o szorowaniu dna w sondażach i poparciu dla kontrkandydatów minister Pełczyńskiej-Nałęcz.

Nie będę się wypowiadał, kogo popieram. To muszą ocenić nasi członkowie – czy przez te półtora czy dwa lata było okej, czy nie było, i muszą podjąć decyzję.

Uważam, że Michał Kobosko trafnie ocenił sytuację. Brakowało mi jednej rzeczy w tej kampanii – wewnętrznej debaty. Mieliśmy jedną debatę zewnętrzną, a właściwie rozmowę, bo pytania były wcześniej znane. Brakowało mi kilku debat, szczerej rozmowy pomiędzy kandydatami w zamkniętym gronie.

To są wybory danego środowiska, Polski 2050, a nie wybory powszechne. Mamy prawo zamknąć się w pokoju i rozmawiać. Szkoda, że nie wszyscy kandydaci chcieli się na to zgodzić, bo taka rozmowa mogłaby oczyścić atmosferę i pomóc członkom w podjęciu decyzji.

Czy zgoda z listem europosła Koboski oznacza, że zmiana będzie dobra tylko wtedy, gdy nie wygra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz?

Z tego, co wiem, Michał Kobosko tego tak nie napisał. Jest jeszcze dwóch innych kandydatów – Rafał Kasprzyk, który prowadził bardzo mocną kampanię i jest to doceniane, oraz Bartosz Romowicz, który może mniej kampanijnie, ale jest osobą wyrazistą w klubie.

Oczywiście te trzy osoby, o których pisał Michał Kobosko, mają największe szanse na zmianę, ale to nie jest tak, że jest to tylko przeciw Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz.

Czy po wyborach nowego przewodniczącego realny jest rozłam w Polsce 2050?

Wszystko zależy od scenariusza powyborczego. Jeżeli przewodniczący chce opierać się tylko na swoich ludziach i nie doceniać innych, rodzi się frustracja i może dojść do takiej sytuacji.

Jeżeli jednak, gdy opadnie kurz wyborczy, będzie chciał współpracować i brać pod uwagę głosy innych, nie widzę niebezpieczeństwa rozłamu. Wszystko zależy od tego, kto wygra i jak będzie się zachowywał – czy będzie koncyliacyjny i doceni drugą stronę.

A rozłam i w konsekwencji utrata większości przez koalicję 15 października?

To są fejki. Nie ma takiej możliwości. Umówiliśmy się z wyborcami na cztery lata. Nawet jeśli ktoś chciałby robić rozłam, to nie jest to rozłam dotyczący koalicji. Odeszło od nas dwóch posłów, a dalej popierają koalicję. Nie ma żadnych takich targów.

Premier Donald Tusk zatrzymał reformę Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącą m.in. zamiany umów B2B na umowy o pracę decyzją urzędnika. Jakie rozwiązania proponuje Polska 2050?

Nie ma zgody na taką zamianę. Jeżeli ktoś wybrał umowę B2B, to ją ma. Uważam, że to złe rozwiązanie. Urzędnik nie może arbitralnie uznawać, czy coś jest umową o pracę – od tego jest sąd.

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy nie teraz. Weronika Smarduch: to nie jest dziś priorytet rządu

Jacek Bańka

Wyobrażam sobie sytuację, w której urzędnicy mieliby premie za liczbę zamienionych umów – absolutnie się na to nie zgadzam. To zbyt duża prerogatywa. Trzeba negocjować w tej sprawie również z Unią Europejską. Podzielam tu zdanie kolegów z PSL – to jest nie do przyjęcia.

Czyli jedyną drogą ochrony pracownika pozostaje sąd?

Nie. My mówimy o innej sytuacji. Jeżeli przychodzi urzędnik i mówi: „to jest umowa o pracę”, a zarówno pracownik, jak i pracodawca mówią: „nie, to jest B2B” – to jest problem.

Jeżeli natomiast pracownik został wypchnięty na B2B, powinien być w stu procentach chroniony. Państwowa Inspekcja Pracy i inne organy powinny o niego walczyć. Ale nie wtedy, gdy dwie strony się zgadzają na daną formę współpracy. Są pracownicy, którzy chcą korzystać z przywilejów B2B – kosztów, rozliczeń, współpracy z różnymi firmami. Nie zgadzam się tylko na arbitralne decyzje urzędników.

Na koniec – opłata turystyczna. Projekt rządowy zakłada, że 80 proc. wpływów trafi do samorządów, reszta do kasy centralnej. Jak pan ocenia taki podział?

Uważam, że w stu procentach te pieniądze powinny trafiać do gmin. Dlaczego ta opłata nie została wprowadzona przez tyle lat? Bo rządzący nie mogli się porozumieć, kto ma dostać jaką część „tortu”.

Ten tort jest wypiekany w gminie – to gmina ponosi koszty nadmiernej turystyfikacji. Każdy chciał kawałek: Polska Organizacja Turystyczna, inne instytucje. Moim zdaniem całość powinna trafiać do gminy i to gmina powinna decydować, na co te środki są przeznaczane. Tak jest w moim projekcie i w projekcie posłanki Darii Gosek-Popiołek – one są w zasadzie tożsame.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"