Prezydent Nowego Sącza robi krok wstecz i chce wycofać z porządku wtorkowej sesji Rady Miasta uchwałę w sprawie zmian w sądeckiej oświacie. W tym wzbudzającą od ponad tygodnia ogromne emocje propozycję likwidacji najstarszej w mieście szkoły podstawowej. Tę decyzję ogłosił na kilka godzin przed sesją Rady Miasta.
Posłuchaj protestujących rodziców
Skąd taka zmiana decyzji? Najprawdopodobniej Ludomir Handzel przestraszył się pikiety rodziców uczniów "jedynki". "Likwidator nie prezydent", "precz łapy od jedynki", "nic o nas bez nas" – to tylko niektóre hasła, jakie padały podczas protestu kilkudziesięciu rodziców, którzy zgromadzili się przed sądeckim ratuszem. "Ta szkoła jest fajna. Uczymy się w jednym systemie, są małe klasy i dobrzy nauczyciele. Chodzi o nasze dzieci, nieważne są pieniądze. Ważne, by dzieci uczyły się w godnych warunkach. O wszystkim dowiedzieliśmy się drogą pantoflową. Ani prezydent, ani dyrektor nie byli w stanie się z nami spotkać. Tak się robi? To jest poniżające" - mówili oburzeni opiekunowie do mikrofonu Radia Kraków.
Prezydent nadal jednak uważa, że dla szkoły nie ma przyszłości. Jak twierdzi, już teraz przynosi ona spore starty dla miasta, bo jest tam za mało uczniów.
- Średnio w Nowym Sączu dopłacamy do edukacji jednego dziecka 1727 złotych. W szkole podstawowej numer jeden jest to 10812 złotych - mówi Ludomir Handzel.
Z wyliczeń urzędników wynika, że w ciągu sześciu lat miasto dołoży do funkcjonowania szkoły 8 milionów złotych. Zdaniem Ludomira Handzla, winę za taki stan rzeczy ponoszą poprzednie władze miasta i nadal uważa, że dzieci z "jedynki" powinny trafić do szkoły podstawowej numer dwa.
- To złe rozwiązanie. Nie mówmy o tym że wszystkie dzieci zmieszczą się w "dwójce" i tam nie pogorszą się warunki nauki – uważa dyrektor szkoły podstawowej numer 1, Jolanta Bodziony. Tego samego zdania są rodzice.
Natomiast o tym, czy z porządku obrad znikną uchwały, zdecydują radni. Ci natomiast najprawdopodobniej będą chcieli podyskutować o pomysłach prezydenta.
(Bartosz Niemiec/ko)