Po kontroli przeprowadzonej po słynnej „aferze madryckiej” okazało się, że sądecki poseł Solidarnej Polski jest w gronie parlamentarzystów chętnie korzystających z samochodu podczas wyjazdów do Strasburga czy Berlina. Każdą z 9 takich podróży poseł tłumaczy swoim członkostwem w sejmowej delegacji do Rady Europy. Okazuje się jednak, że jedna z delegacji do Strasburga kończyła się w dniu, w którym poseł uczestniczył w głosowaniu w polskim Sejmie. Arkadiusz Mularczyk zapewnia, że w tej sprawie ma wiarygodne wytłumaczenie, a terminy czasem się nakładają.
- Jak to w życiu mogą się czasami zdarzać jakieś drobne nieprawidłowości - twierdzi w rozmowie telefonicznej z Radiem Kraków poseł Mularczyk.
Na pytanie, czy przypadki byłych kolegów Arkadiusza Mularczyka z PiS, np. posła Adama Hofmana, też można nazwać "drobną nieprawidłowością", poseł Solidarnej Polski odpowiedział zdecydowanie:
- Oczywiście nie, nie mówię o tej sytuacji, ale jak rozumiem jest audyt w kancelarii Sejmu, jest jakieś postępowanie w prokuraturze i myślę, że to zostanie wyjaśnione.
Oprócz posła Mularczyka, z samochodowych delegacji musi się wytłumaczyć jeszcze ośmiu innych parlamentarzystów.
(Sławomir Wrona/ew)