Członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej z Maszkienic pod Brzeskiem chwalą się swoją nysą. Co prawda nie jeździ ona na akcje od 2010 roku, ale mimo to nadal jest oczkiem w głowie strażaków-ochotników. Wymaga jednak remontu, a OSP z Maszkienic niestety na to nie stać. A warto ratować to auto, bo to jedna z nielicznych strażackich nys w Polsce, a w Małopolsce - najpewniej jedyna.
Posłuchaj o wyjątkowej Nysie w materiale Michała Jędrkowiaka
Wyprodukowane w 1989 roku auto trafiło do jednostki w Maszkienicach pod koniec lat 90. Strażacy własnymi siłami odnowili samochód i przystosowali do swoich potrzeb. Nysa dzielnie pomagała ochotnikom aż do 2010 roku, kiedy walczyli z powodzią. Autem wożono wtedy głównie worki z piachem i motopompy.
Niestety, auto zaczęło rdzewieć. Strażacy wysłali więc nysę na zasłużoną emeryturę. Mogli sobie na to pozwolić, bo mieli w swojej jednostce jeszcze dwa inne samochody. Od tamtej pory wyjątkowa, bo najprawdopodobniej jedyna w Małopolsce, strażacka nysa stoi głównie w garażu.
Wóz wymaga przede wszystkim napraw blacharskich. Trzeba go też na nowo pomalować i odświeżyć wnętrze. Strażaków niestety na to nie stać, koszty prac szacują na dziesięć tysięcy złotych. Po remoncie nysa nie jeździłaby na akcje, spełniałaby tylko funkcję reprezentacyjną. Strażacy mówią, że będą próbowali sami zebrać pieniądze na konieczne remonty, ale nie będzie to łatwe. Proszą więc o pomoc. Jeśli chcą Państwo jakoś pomóc strażakom z Maszkienic prosimy o kontakt.
(Michał Jędrkowiak/ko)