Kilkadziesiąt osób uciekających przed napastnikiem, który otworzył ogień na Rynku Głównym w Krakowie, schroniło się w Pałacu Krzysztofory. Pracownicy Muzeum Krakowa natychmiast wpuścili przerażonych ludzi do środka, a następnie zamknęli i zabezpieczyli budynek. Niektórzy świadkowie strzelaniny spędzili tam kilka godzin. – To byli ludzie, przy których bezpośrednio padały strzały. Widzieli, jak obok nich padały postrzelone osoby – relacjonował Michał Niezabitowski, dyrektor muzeum. Nagrania z monitoringu Pałacu Krzysztofory zostały zabezpieczone przez policję.
Tak się złożyło, że pierwsze strzały padły dokładnie pod bramami Muzeum Krakowa, u zbiegu ulic Szczepańskiej i Sławkowskiej, przy samym Rynku Głównym.
Na żywoKraków po wczorajszej tragedii: sześć osób zabitych, 16 zostało rannych w strzelaninie na Rynku Głównym
Kiedy rozległy się strzały, ludzie znajdujący się najbliżej samochodu rozpierzchli się w różne strony, szukając schronienia. Część uciekła do kamienicy Pod Gruszką, natomiast bardzo wiele osób pobiegło do Pałacu Krzysztofory, naszej siedziby.
Pracownicy muzeum wykazali się ogromną przytomnością umysłu i empatią. Natychmiast wpuścili tych ludzi do środka. Ponieważ nie było wiadomo, jak sytuacja się rozwinie, ilu jest napastników i co wydarzy się dalej, zamknęli i zabezpieczyli budynek wraz ze wszystkimi osobami, które znajdowały się wewnątrz.
Całe zdarzenie rozegrało się w pobliżu trzech naszych oddziałów: Wieży Ratuszowej, Rynku Podziemnego i Pałacu Krzysztofory. W chwili ataku w tych obiektach przebywało łącznie kilkaset zwiedzających. Oni również wymagali opieki.
Strzelanina na Rynku Głównym. Prokuratura wszczęła śledztwo ws. zamachu
Na szczęście nikt, kto schronił się w naszym muzeum, nie został ranny.
Rozmawiałem z tymi ludźmi, spotkałem się z nimi. Część zdecydowała się opuścić muzeum, kiedy sytuacja zaczęła się uspokajać. Na początku panował jednak chaos, a Rynek nie był jeszcze opróżniony.
Niektórzy postanowili pozostać z nami i dla bezpieczeństwa spędzili w muzeum kilka godzin, aż do wieczora.
Byli w ogromnym szoku. To byli ludzie, przy których bezpośrednio padały strzały. Widzieli, jak obok nich padały postrzelone osoby.
Nasi pracownicy byli wewnątrz budynku, słyszeli strzały, ale osoby, które do nas wbiegły, były bezpośrednimi świadkami tych dramatycznych wydarzeń.
Staraliśmy się zapewnić im podstawową opiekę. Dostali coś do picia, niektórym trzeba było udzielić wsparcia psychologicznego, pomóc się uspokoić. Były też rodziny z dziećmi, między innymi rodzina z wózkiem.
To było dla nich niewątpliwie bardzo traumatyczne przeżycie.
Ile osób schroniło się w Muzeum Krakowa? Ilu pracowników było wtedy na miejscu?
Na dyżurze w centrali były trzy osoby. Centrum nadzoru mieści się właśnie w Pałacu Krzysztofory.
Na wystawie stałej „Kraków od początku, bez końca” przebywało w tym czasie kilkadziesiąt osób. W pierwszych chwilach po strzelaninie do pałacu wbiegło kolejnych kilkadziesiąt, być może nawet około stu osób.
Kiedy udało nam się opanować sytuację, zaczęliśmy liczyć ludzi, żeby dokładnie wiedzieć, ile osób znajduje się wewnątrz.
Kraków po tragicznej strzelaninie. Ponad stu świadków, ponowne oględziny Rynku i wciąż nieznany motyw sprawcy
Ostatecznie jedenaście osób pozostało z nami do późnego wieczora.
Dopiero kiedy policja zabezpieczyła Rynek i zdecydowała o usunięciu wszystkich osób z tego terenu, możliwe było przeprowadzenie dalszej ewakuacji.
Policjanci pomogli nam ewakuować zwiedzających, a następnie pracowników Rynku Podziemnego. Tam w chwili zdarzenia znajdowało się bardzo dużo osób.
Podobnie było na Wieży Ratuszowej, która jest swego rodzaju wyspą pośrodku Rynku. Zwiedzający zostali ewakuowani, a pracownicy opuścili obiekt po godzinie 17.
Wszystkie te oddziały zostały sprawdzone, zabezpieczone i zamknięte. Nikomu nic się nie stało.
Do Pałacu Krzysztofory przyjechali również policjanci, aby zabezpieczyć nagrania z monitoringu. Nasz budynek jest objęty monitoringiem ze wszystkich stron.
Sądzę, że nagrania z tych kamer mogą być kluczowe dla odtworzenia pierwszej fazy wydarzeń.
Czyli świadkowie wbiegli do pałacu dosłownie chwilę po pierwszych strzałach?
Tak. Obejrzałem później nagrania z naszego monitoringu. To, co zobaczyłem, będzie mi bardzo trudno kiedykolwiek zapomnieć.
Wyglądało to tak, jakby ktoś rzucił kamieniem w stado ptaków. Ludzie dosłownie rozpierzchli się we wszystkie strony.
Najwięcej osób uciekało od strony Rynku. W pobliżu znajduje się ogródek kawiarni Europejskiej. Ludzie rzucili się w stronę ulicy Szewskiej, chcąc jak najbardziej oddalić się od zagrożenia.
Po drodze znajdowała się brama naszego pałacu. Wbiegli więc do niej, szukając pierwszego dostępnego schronienia.
Była to zapewne intuicyjna i logiczna reakcja.
Nie wiedzieliśmy przecież, ilu jest napastników. Nie mieliśmy pewności, czy ktoś nie spróbuje sforsować drzwi.
Dlatego kiedy ludzie znaleźli się wewnątrz, nasi pracownicy zamknęli pałac. Chwilę później wydałem polecenie zamknięcia wszystkich oddziałów muzeum do czasu wyjaśnienia sytuacji.
Pracownicy pełniący dyżur pozostali na miejscu do końca. Kiedy przyjechał pełnomocnik do spraw bezpieczeństwa i policja potwierdziła zabezpieczenie terenu, zwolniłem pracowników do domów.
Na koniec zostałem już tylko ja, pełnomocnik do spraw bezpieczeństwa i policjanci.
Rynek był wtedy całkowicie opróżniony i kontrolowany przez policję. Sam Pałac Krzysztofory został również odcięty od ruchu. Taśmy policyjne ustawiono w poprzek ulicy Szczepańskiej.
Muszę podkreślić, że nasi pracownicy zachowali się niezwykle przytomnie. Widziałem jednak, jak z każdą kolejną minutą zaczynają odczuwać skutki tego, co przeżyli.
Oni co prawda nie byli na zewnątrz, ale słyszeli strzały i nagle zobaczyli falę przerażonych ludzi wbiegających do budynku. Musieli natychmiast zareagować, nie wiedząc, co właściwie się dzieje.
Przekazali mi jedynie informację, że napastnik odjechał w stronę ulicy Grodzkiej.
Dzisiaj jest niedziela, a oni pracowali wczoraj, więc i tak mieli zaplanowany dzień wolny. Jestem jednak przekonany, że będą potrzebowali odpoczynku.
Być może konieczne będzie również zapewnienie im pomocy psychologicznej. Od poniedziałku jesteśmy gotowi, aby takie wsparcie zorganizować.
Rynek Główny zamknięty dla pieszych. Ponowne oględziny miejsca zamachu
A jak teraz będzie funkcjonowało samo muzeum?
Prezydent Krakowa zaapelował, aby dzisiaj nie przychodzić na Rynek Główny. To zresztą odpowiada temu, co obserwujemy. Rynek jest całkowicie wyłączony z ruchu, a policja nadal prowadzi tam swoje działania.
Dlatego jeszcze w nocy podjąłem decyzję, że nasze oddziały znajdujące się w rejonie Rynku będą dzisiaj zamknięte.
Chodzi o Pałac Krzysztofory, Rynek Podziemny, Wieżę Ratuszową i Kamienicę Hipolitów.
Jeśli chodzi o jutro, wszystko będzie zależało od rozwoju sytuacji, a przede wszystkim od decyzji służb. Dopiero wtedy zdecydujemy, czy będzie można ponownie otworzyć te obiekty.
Odwołujemy również wszystkie zaplanowane wydarzenia w związku z ogłoszoną żałobą.
Myślę jednak, że muzea mogą być teraz potrzebne mieszkańcom w nieco inny sposób. To miejsca, które pomagają odzyskać spokój, wyciszyć się i odpocząć.
Jeżeli ktoś będzie potrzebował takiej przestrzeni, będziemy gotowi ją udostępnić, oczywiście z poszanowaniem zasad obowiązujących w czasie żałoby.
Pozostałe nasze oddziały, znajdujące się między innymi w Nowej Hucie i innych częściach miasta, są dzisiaj czynne.