Uciekać, szukać schronienia i bezwzględnie wykonywać polecenia służb – to najważniejsze zasady zachowania podczas ataku z użyciem broni. Po tragicznej strzelaninie na Rynku Głównym w Krakowie Małgorzata Sokołowska, policjantka i edukatorka w zakresie bezpieczeństwa, tłumaczyła na antenie Radia Kraków, jak reagować w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. – Jedno zdjęcie czy nagranie może nas kosztować życie. Nie wracajmy w miejsce, z którego uciekliśmy – przestrzegała.
Przypomnijmy, tuż po godzinie 15 doszło w Krakowie do tragicznej strzelaniny. Nie żyje co najmniej pięć osób, kilkanaście zostało rannych. Policja przeprowadziła obławę i zatrzymała napastnika, który został postrzelony. To najważniejsze informacje, jakie mamy w tej chwili.
Chciałbym zapytać, jak powinniśmy zachować się w podobnej sytuacji. Czy reakcje ludzi na Rynku Głównym i w centrum Krakowa były właściwe? A może powinniśmy wyciągnąć z tych wydarzeń jakieś wnioski?
Małgorzata Sokołowska: Mogę powiedzieć o tym, co sama widziałam w telewizji, ponieważ na bieżąco śledzę wydarzenia. Kraków jest moim rodzinnym miastem, dlatego tym bardziej jest mi przykro, kiedy widzę, co się tam wydarzyło.
Przede wszystkim, jeżeli widzimy kogoś z bronią, uciekamy i szukamy schronienia. Jeśli mamy taką możliwość, chowamy się za przeszkodą, która może zapewnić nam osłonę. Z tego, co widziałam, napastnik w Krakowie był dobrze uzbrojony i przygotowany. Dlatego ucieczka lub ukrycie się to absolutna podstawa.
Wiem, że jesteśmy ciekawi, że chcemy zobaczyć, co się dzieje. Ale pamiętajmy: jeżeli my widzimy napastnika, to on również widzi nas. Dlatego nie nagrywajmy filmików, tylko uciekajmy i bezwzględnie słuchajmy poleceń służb.
Przeraża mnie to, co widzę teraz w telewizji. Policjanci i strażnicy miejscy muszą wręcz prosić ludzi, a czasem ich odpychać, żeby odeszli z miejsca zdarzenia. Przecież nie wiemy, co jeszcze może się wydarzyć. Policja nadal prowadzi czynności.
Dlatego słuchajmy funkcjonariuszy, dbajmy o swoje bezpieczeństwo i pozostańmy w bezpiecznym miejscu. Najlepiej zostać w domu i poczekać na rozwój sytuacji.
Wiemy już, że napastnik został zatrzymany. Jednak na początku sytuacja była bardzo niebezpieczna. Relacjonował to nasz reporter Jan Pająk, który pojawił się w okolicach Rynku Głównego kilkanaście minut po godzinie 15.
Rzeczywiście był duży problem z ewakuacją ludzi z ulic. Wśród nich byli również turyści, często nieznający języka polskiego. Trudno było przekonać wszystkich do opuszczenia zagrożonego terenu.
Powiem więcej: niekoniecznie problem dotyczył turystów. Osoby przyjeżdżające na przykład z zachodu Europy częściej spotykają się z podobnymi sytuacjami i wiedzą, jak się zachować.
W Polsce trochę bagatelizujemy kwestie bezpieczeństwa. Niestety, to może nas zgubić.
Pamiętajmy, że jeśli słyszymy strzały, widzimy kogoś z bronią albo osobę zachowującą się agresywnie, powinniśmy przede wszystkim uciekać w bezpieczne miejsce i szukać schronienia.
Nie nagrywamy filmików, nie wracamy w miejsce, z którego uciekliśmy. Uciekając, ostrzegamy też innych, żeby nie szli w kierunku zagrożenia.
Niestety, żyjemy w czasach pogoni za wyświetleniami i polubieniami. Ludzie chcą wszystko nagrać, chcą być w centrum wydarzeń. Ale jedno zdjęcie czy jedno nagranie może nas kosztować życie.
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: bezwzględnie słuchamy poleceń policjantów i strażników miejskich. Jeżeli funkcjonariusz mówi nam, żeby odejść, to odchodzimy.
To naprawdę może uratować nasze życie i zdrowie. Co więcej, pomaga służbom skuteczniej działać, zatrzymać potencjalnego sprawcę czy udzielić pomocy poszkodowanym.
Wspomniała pani, że w Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich wydarzeń. Na Zachodzie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, zdarzają się one częściej. Czy uważa pani, że takie zagrożenia mogą stać się nową normalnością? Czy będziemy musieli przyzwyczaić się do tego, że na ulicach nie zawsze jest bezpiecznie?
Małgorzata Sokołowska: Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy będzie to nowa normalność. Zawsze jednak powtarzam, że należy się edukować i wiedzieć, jak zachować się w sytuacji zagrożenia.
Czasami na reakcję mamy zaledwie ułamek sekundy. Jeżeli nie wiemy, co zrobić, jeżeli nie mamy tego przećwiczonego, ten ułamek sekundy może kosztować nas życie lub zdrowie.
Nie chodzi wyłącznie o to, czy w Polsce jest, było albo będzie bezpieczniej. Podróżujemy po świecie, przebywamy w różnych krajach, kulturach i miejscach. Dlatego edukacja jest podstawą.
Jeśli nauczymy się odpowiednio reagować, później w sytuacji zagrożenia działamy niemal automatycznie. Nasz mózg wie już, co robić. I to jest najważniejsze.
Zawsze powtarzam: uczmy się, nie straszmy. Uczmy się właściwych zachowań zarówno w teorii, jak i w praktyce.
Co bardzo ważne, edukujmy wszystkich – od najmłodszych dzieci po seniorów. Mamy różny poziom wiedzy, różne doświadczenia życiowe, wykształcenie czy miejsce zamieszkania. Ale każdy powinien się uczyć i nie wstydzić się tego.
Czasem ludzie mówią: po co mam się tego uczyć, przecież nigdy mi się to nie przyda? I oby rzeczywiście nigdy się nie przydało. Ale trzeba wiedzieć, jak się zachować.
Powtórzmy zatem to, co najważniejsze: w sytuacji zagrożenia bezwzględnie wykonujemy polecenia policji i straży miejskiej. To funkcjonariusze odpowiadają za zapewnienie nam bezpieczeństwa.
Naszym gościem była Małgorzata Sokołowska, policjantka i edukatorka w zakresie bezpieczeństwa. Bardzo dziękuję za rozmowę.