Pod koniec marca krakowski rowerzysta cudem uniknął wpadnięcia pod koła tramwaju na ulicy Karmelickiej. W czwartek tego szczęścia nie miał inny rowerzysta. Na szczęście był to tylko manekin a cała akcja miała pokazać alternatywne zakończenie tamtego zdarzenia drogowego.
Posłuchaj o symulacji wypadku
Przypomnijmy, pod koniec marca pewien rowerzysta zdecydował się na ul. Karmelickiej wyprzedzić z lewej strony tramwaj, który miał długość 33 metry i jechał z prędkością 30 km/h. Motorniczy nie widział, co się dzieje, gdyż z lewej strony tramwaju nie ma lusterka. Z przeciwnej strony nadjeżdżał zaś drugi tramwaj. Gdy rowerzysta w ostatniej chwili uniknął z nim zderzenia, stracił równowagę i przewrócił się tuż przed jadącym za nim tramwajem. Dzięki przytomności motorniczego i błyskawicznej reakcji nie zginął. Motorniczemu, który użył wszystkich dostępnych hamulców, udało się tramwaj zatrzymać.
Tak wyglądało tamto zdarzenie:
W czwartek w zajezdni Podgórze, krakowskie MPK pokazało jak tragiczne w skutkach mogło być zachowanie nierozważnego rowerzysty . W ustawionego na rowerze manekina wjechał tramwaj z prędkością około 25 km/h. Motorniczy zaczął hamować osiem metrów przed "człowiekiem". Ogromna maszyna nie zdołała się jednak zatrzymać.
Manekin wpadł pod tramwaj. W opinii ratowników, gdyby zamiast manekina był prawdziwy człowiek, doznał by on wielu urazów, w tym wewnętrznych, które realnie zagrażały by życiu i zdrowiu. Konieczna byłaby reanimacja, także przy użyciu defibrylatora.
Rzecznik MPK, Marek Gancarczyk tłumaczył, że takie wypadki zdarzają się coraz częściej. W ostatnich 10 latach w wypadkach z udziałem pojazdów komunikacji miejskiej zginęło prawie 50 osób.
(Krzysztof Orski)