Powroty z długiego weekendu dały się we znaki pasażerom autobusów i pociągów, którzy nie mogli liczyc na miejsca siedzące. Za to na drogach było dość spokojnie.
Doszło tylko do jednego poważnego wypadku . Po południu w miejscowości Witowice Dolne zderzyły się cztery samochody. Przez dwie godziny zablokowana był droga krajowa numer 75 z Nowego Sącza do Krakowa. Pięć osób zostało niegroźnie rannych.
Wieczorem tylko na drodze nr 4 z Rzeszowa do Tarnowa było tłoczno. Sznur samochodów ustawił się w Ładnej przed Tarnowem . Poza tym na pozostałych głównych trasach ruch był umiarkowany i samochody jeżdziły bez postojów.
W całym regionie utrzymują dość trudne warunki drogowe. Jazdę utrudniają przelotne, ale chwilami intensywne opady deszczu. Drogi są śliskie. Policja apeluje o ostrożność. Nocą nadal będzie padał deszcz, a jazdę może utrudniać silny wiatr, a na Podhalu mogą pojawić się przymrozki.
Koniec świątecznego weekendu widać było za to na małopolskich dworcach kolejowych i autobusowych . Od popołudnia tłoczno było też w samych pociągach i autobusach, na przykład jadących z Krakowa do Katowic czy Wrocławia, albo kursujących do Krakowa z Tarnowa czy Nowego Sącza. Kto wcześniej nie zarezerwował biletu, musiał liczyć się z brakiem wolnych miejsc lub miejscem stojącym.
Więcej pasażerów było także na krakowskim dworcu kolejowym. Jak poinformowali naszą reporterkę pracownicy PKP - w wieli pociągach brakowało miejsc siedzących. Tak było na przykład z popularnym wśród pasażerów pociągiem Tanich Linii Kolejowych z Krakowa do Warszawy. PKP dołączyło do niego dodatkowe wagony. Dłuższe składy odjeżdżały w niedzielę również do Poznania, Gdyni i Białegostoku.
(BN/MK/AR/AK)