Po pożarze garażu podziemnego w budynku przy ulicy Adama Bochenka 10 w Krakowie wciąż nie ma bieżącej wody, kanalizacji, prądu i ogrzewania. We wtorek po południu zapalił się samochód z silnikiem Diesla, który chwilę wcześniej wjechał do garażu podziemnego. Na szczęście pożar nie rozprzestrzenił się na wyższe piętra bloku. Kilkuset mieszkańców na razie nie ma warunków do życia.
Na razie ani zarządca budynku, ani pracujące na miejscu służby nie są w stanie powiedzieć, kiedy naprawione zostaną zniszczone w wyniku pożaru instalacje.
- Ode mnie i jak też od wielu sąsiadów zarządca telefonów nie odbiera. Tak naprawdę mamy kontakt z centrum kryzysowym. Wiemy, że w jednej z klatek został przywrócony dziś prąd. Natomiast w klatce środkowej i w jeszcze jednej (bo jest łącznie trzy klatki), niestety nie jest to możliwe z uwagi na poważne zniszczenia właśnie tej instalacji. Z uwagi na to, że uzyskaliśmy informację, iż są to duże straty, nie wiemy po prostu co dalej - mówi pani Monika, mieszkanka bloku przy ulicy Bochenka 10.
Ogień przeniósł się z płonącego samochodu na drugie auto oraz skuter, a także na przewody elektryczne oraz kanalizację. Większa część budynku została silnie zadymiona. Kilkuset mieszkańców straciło dostęp do bieżącej wody, ogrzewania i prądu.
Miasto zorganizowało pomoc i tymczasowo zapewniło miejsca w krakowskich hotelach, z których skorzystały 93 osoby. Pracownicy Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego stwierdzili, że budynek nie stwarza zagrożenia. W związku z tym część mieszkańców zdecydowała się pozostać w swoich domach, mimo braku dostępu do mediów.
Teraz wspólnota mieszkaniowa zarządzająca budynkiem przy ulicy Adama Bochenka 10 musi przeprowadzić kontrolę bloku i zlecić ekspertyzy odpowiednim służbom. Nie ma żadnych informacji, jak długo może to potrwać.
- Spółdzielnia mieszkaniowa została zobligowana. Nadzór budowlany także był. Szczęście w nieszczęściu, że nie ma naruszenia konstrukcji, czyli do tego budynku można będzie wrócić. Oczywiście będzie potrzebny remont. Te mieszkania są zniszczone w różnym stopniu. Ci, którzy nie będą mogli wrócić, a będą chcieli skorzystać z naszej pomocy, to będzie się oczywiście działo - zapewnia Dariusz Nowak z krakowskiego magistratu.