Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Patrick Kabongo i jego Schubert. Zafascynował krakowską publiczność

Patrick Kabongo – ten świetny tenor urodzony w Kongo, znany już w naszym mieście z ciekawych prezentacji operowych Rossiniego i tym razem zafascynował publiczność swoim głosem i znakomitym wykonaniem. W jego interpretacji usłyszeliśmy w zeszłym tygodniu w Filharmonii Krakowskiej pieśni Franza Schuberta – w opracowaniu na orkiestrę Maxa Regera. Ach jak to pięknie brzmiało, nie tylko ze względu na głos, ale także na instrumentację, która nigdy nie dominowała śpiewaka i była tak zespolona z tekstem, jakby w oryginale pieśni napisane zostały właśnie na taki skład. Aż trudno uwierzyć, że Schubert pisał je na fortepian i głos.

Patrick Kabongo i jego Schubert. Zafascynował krakowską publiczność
Patrick Kabongo, fot. David Morganti

Orkiestrę Filharmonii Krakowskiej poprowadził Michał Klauza, dyrektor artystyczny tego zespołu. Usłyszeliśmy osiem pieśni w tym m.in. takie jak: „Król Olch”, „Małgorzata przy kołowrotku” , „Noc i sny” , „Do księżyca” czy „Prometeusz”. Patrick Kabongo interpretował te utwory z wielką wrażliwością, śpiewając je – tak jak jest to w zwyczaju – w oryginalnej wersji językowej, czyli po niemiecku. Świetny pomysł, że w trakcie śpiewu wyświetlane było tłumaczenie tekstu, można więc było śledzić opowieść zawartą w słowach na bieżąco.

Gdy tak słuchałam tego śpiewaka, zastanawiałam się nad jego drogą do muzyki, która wiodła przez studia inżynierskie, gdzie związał się z chórem. Po wykonaniu z wielkim sukcesem Requiem Mozarta w Kinszasie – siedemnastomilionowej stolicy Konga – otrzymał stypendium na studia wokalne w Królewskim Konserwatorium w Brukseli. I tak to się zaczęło, padały kolejne propozycje koncertów i kolejne występy, w różnych repertuarach, głównie w operach Rossiniego i Donizettiego.

Ciekawy był program tego koncertu w Filharmonii Krakowskiej. Bo choć głównym punktem był występ Patricka Kabongo, to wieczór otworzyło wykonanie Symfonii G-dur Jana Engela kompozytora XVIII wieku, który był także drukarzem i wydawcą muzycznym oraz kapelmistrzem w kolegiacie świętego Jana w Warszawie. Niewiele wiemy o tym twórcy, nawet nie znamy daty jego urodzin. Wiemy natomiast, że w 1772 roku wydrukował w swojej drukarni sześć swoich symfonii, z czego do dziś zachowały się – w archiwum Paulinów na Jasnej Górze – trzy pierwsze. Reszta utworów znana jest z katalogów, opisów, bądź wzmianek prasowych. Słuchając na koncercie Symfonii G-dur, można było zauważyć, że ten twórca używa jeszcze trzyczęściowej formy symfonii, a praca motywiczna nawiązuje do wczesnych utworów Josepha Haydna. Usłyszeć muzykę tego kompozytora, było to ciekawe doświadczenie.

Finał koncertu był dla mnie fascynujący. Bo powiem szczerze, że trochę brakuje mi w Krakowie muzyki z kręgu francuskiego. Oczywiście pojawiają się utwory: Faurego, Gounoda, Debussy’ego, Ravela i Poulencka, ale mnie jest ciągle mało i mało. Tymczasem na finał tego wieczoru zabrzmiała Sinfonietta Francisa Poulenca z 1947 roku, kompozytora żartownisia i eksperymentatora. Buntownika, a jednocześnie człowieka nawróconego na wiarę katolicką, gdzie granicą między tymi dwoma postawami jest rok 1936.

W 1950 roku krytyk Claude Rostand powiedział, że Poulenc to: „Pół mnich, pół łobuz”. I miał rację. Bo Francis Poulenc był postacią nietuzinkową. Był wielkim entuzjastą mostów i miłośnikiem psów. Bardziej niż wieś kochał miasto, jedyne i najważniejsze – czyli Paryż. Ale mimo to wiele czasu spędził na wsi. Był hipochondrykiem i przez lata pozostawał uzależniony od środków nasennych. Fantastycznie grał na fortepianie. Jego kompozycje są pełne piękna muzyki XX wieku i znaleźć w nich można całą paletę barw: od lekkości i radość aż po liryzm. Napisał sonaty, cykle pieśni, kantaty, koncerty, opery, balety, a także muzykę do filmów. Był jednym z słynnej Grupy Sześciu obok takich twórców jak m.in.: Erik Satie, Arthur Honegger i Darius Milhaud.

Gdy orkiestra Filharmonii Krakowskiej pod batutą Michała Klauzy zaczęła grać Sinfoniettę Francisa Poulenca, od razu znalazłam się w innym świecie. Ten lekki utwór, pełen tanecznych rytmów powstał na zamówienie BBC z okazji pierwszej rocznicy Trzeciego Programu Radiowego BBC. Aż się uśmiechałam, wychwytując smaczki instrumentalne tego kompozytora. Ta harfa w orkiestrze, ta lekkość traktowania materiału muzycznego. Ta finezja i zabawa muzyką. Niebo w uszach!

Był to piękny wieczór i takich wieczorów Państwu życzę!

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Ktoś wyłamał bariery na zamkniętym zjeździe z DK75 w Gnojniku. Drogowcy zawiadomili policję

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem

  • Samochód dachował i leżał w polu. Pijanego kierowcę odnalazł policyjny pies

  • Duże zmiany na S-7 w krakowskich Mistrzejowicach. Już niedługo tędy pojadą kierowcy

  • ZUS w Suchej Beskidzkiej po modernizacji. Więcej miejsca i udogodnienia dla klientów