"Juliusz Leo kupował lasy a wy chcecie tylko kasy", "Wszyscy tu mieszkamy, uwzględnijcie nasze plany" - z takimi hasłami na transparentach mieszkańcy krakowskiej dzielnicy Podgórze przyszli pod budynek krakowskiego Magistratu. Protest nie miał wpływu na decyzję radnych w sprawie planu zagospodarowania przestrzennego tego terenu.
Posłuchaj relacji z happeningu
Mieszkańcy chcieli przekonać radnych do pomysłu, by nie zabudowywać 2-hektarowego starego sadu położonego nad Wilgą.
Na nic jednak zdały się poziomkowe maski, sprzątanie sadu i protest przed magistratem. Decyzją radnych, działka pójdzie pod inwestycję, ale nie w całości.
Ostatecznie radni przegłosowali plan, który zakłada budowę osiedla na tym terenie, ale nie całym obszarze. Spod zabudowy wyłączono 40 proc. tego obszaru. Tam pozostaną tereny zielone - zapewniła wiceprezydent Krakowa Elżbieta Koterba.
- Teren nie może być ogrodzony, ponieważ taki jest zapis w planie. Czyli będzie to teren dostępny ogólnie. Ponadto należy wyznaczyć minimum 400-metrowy plac jako przestrzeń publiczną dla mieszkańców. Będzie to jakiś plac, zielony skwer, plac zabaw, czy inna forma. Jest to przestrzeń publiczna, która będzie oddana w dyspozycję mieszkańców - tłumaczy wiceprezydent.
Jak dodaje, dzisiejsze protesty są mocno spóźnione. Mieszkańcy powinni byli interweniować w 2003 r., kiedy miasto opracowywało studium zagospodarowania przestrzeni. Uchwalony dziś plan musi być zgodny ze studium. Ponadto dokument będzie chronił ten teren przed dziką zabudową i zakusami deweloperów.