Pierwsze bociany przyleciały do Małopolski. Przez śnieg i mróz, który nie opuszczał regionu w ostatnich dniach, z trudnem znajdują pożywienie.
"Możemy im pomóc poprzez dokarmianie" - mówi profesor Piotr Profus z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk. Profesor jednocześnie uspokaja. Nawet jeśli ich nie dokarmimy, przeżyją. Osobniki, które przylatują jako pierwsze, są najstarsze i najsilniejsze w populacji. Są więc gotowe na gorsze warunki, także na niskie temperatury.
W gorszej sytuacji są małe ptaki wędrowne. W Małopolsce, głównie w rejonach górskich, ornitolodzy odnotowali kilka martwych osobników. Wśród nich były drozdy śpiewaki.
Są jednak dobre wieści. Ornitolodzy nie notują masowego upadania ptaków w związku z zimową aurą. Ptaki można dokarmić, a w karmniku zostawić ziarna, słonecznik, jabłko czy kawałki surowego, niesolonego mięsa - w zależności od tego czym odżywia się dany gatunek.
TPN dokarmia interwencyjnie zwierzęta w Tatrach. Tegoroczna rekordowa długa i śnieżna zima to wyjątkowo trudna sytuacja dla dzikich zwierząt. Co prawda niedźwiedzie i świstaki wciąż jeszcze śpią ale inne zwierzęta roślinożerne mają coraz większy problem ze zdobywaniem pożywienia. Dlatego sarny i jelenie coraz częściej schodzą niżej z Tatr, zdarza się też, że są widziane w samym Zakopanem. Dlatego przyrodnicy intensywnie dokarmiają dzikie zwierzęta, aby te trzymały się z dala od ludzkich siedzib.
Mróz zniszczył także pierwsze wiosenne kwiaty. Zmrożona ziemia nie przepuszcza wody, w efekcie ta nie dociera do korzeni. Botanicy przewidują, że tylko cześć gatunków jeszcze się podniesie.
"Szansę na to mają krokusy czy przebiśniegi, żółte ranniki z ogrodu botanicznego już na pewno nie" - mówi Elżbieta Nowotarska z ogrodu botanicznegho w Krakowie. Botanik tłumaczy, że niespodziewany atak zimy nie wpłynie na czas kwitnienia roślin w przyszłym roku. Będzie ono zależało od warunków atmosferycznych.
(Ola Ratusznik/ Przemyslaw Bolechowski /dw)